Papież i lwowski profesor
poniedziałek, 16 lipiec 2007
Andrzej Nikodemowicz
Andrzej Nikodemowicz
 Piękny wiosenny dzień. Czechów. Jestem w domu  emerytowanego profesora KUL i UMCS  Andrzeja Nikodemowicza. Lwowiaka i kompozytora. Człowieka niezwykłego, a zarazem bardzo skromnego.
    Mieszkanie z duszę galicyjską. Emanuje historią za którą tak tęsknimy. Tutaj nawet herbata smakuje inaczej. Przede  mną, stoi srebrna cukiernica, pamiętająca Lwów. Naprzeciwko siedzi Andrzej,  przed nim leżą papieskie pamiątki. Towarzyszy nam aura wspomnień związana z Karolem Wojtyłą, ale i papieżem Janem Pawłem II. W tle stoi atrybut rozmówcy, cichy, jasnobrązowej maści, dumny z pochodzenia, bo wiedeńskiej marki, fortepian – Bo”sendorfer. Niemy świadek pasji twórczej, talentu i wybitnego słuchu prof. Nikodemowicza

Czytaj całość...
Wincenty Pol - romantyczny bohater, poeta, podróżnik - człowiek
poniedziałek, 16 lipiec 2007
Wincenty PolW dwusetną rocznicę urodzin Wincentego Pola nie pytajmy Lublinian: kim był ich krajan z urodzenia i krótkiego pomieszkiwania, nie pytajmy nawet tych, którzy co dzień przechodzą koło jego dworku na Kalinowszczyźnie, ani tych, którzy - spacerując uliczkami Starego Miasta - mijają kamienicę przy ul. Grodzkiej 7, z tablicą upamiętniającą jego postać. Bo cóż usłyszymy - tak po Gombrowiczowsku - że wielkim poetą był - i basta! Może tak, skoro po dwustu latach  od jego urodzin, czujemy potrzebę nazywania jego imieniem - domów, ulic (w tym najnowsze lubelskie rondo), instytucji - przyznajmy - trochę z potrzeby wzmocnienia poczucia dumy z naszej małej ojczyzny, niezbyt zasobnej w sławne dzieci. Jak to jednak z pamięcią często bywa, zatraciliśmy już świadomość historycznego faktu i - co gorsza - zagubiliśmy także klucz interpretacyjny do źródłowych pamiątek przeszłości.
Czytaj całość...
Wieniawski wizytówką Lublina
poniedziałek, 16 lipiec 2007
Dorota Gonet
Dorota Gonet
Rozmawiałam niedawno z artystami baletu, którzy przyjechali do Lublina na zaproszenie Teatru Muzycznego. Dzieląc się swoimi wrażeniami  z pobytu w naszym mieście rosyjscy tancerze zwrócili szczególną uwagę na mnogość kawiarni, restauracji i pubów oraz znikomą ilość miejsc, gdzie dzieje się coś naprawdę ciekawego – takich jak teatry, czy sale koncertowe.
To ciekawe, bo zdaje się, że część lublinian jest bardzo dumna z owych knajpek, barów i klubów. Często, kiedy rozmowa dotyczy Starego Miasta, słyszy się, że tym, co tchnęło ducha w zabytkowe mury są właśnie owe miejsca, gdzie można napić się piwa i posłuchać muzyki (muzyką nazywane bywają – często błędnie – dźwięki, które dochodzą z kolejnych mijanych knajpek, czy ogródków).
Czytaj całość...
Zaułek Władka Panasa
poniedziałek, 09 lipiec 2007

Ks. Alfred Marek Wierzbicki - Zaułek Władka Panasa

Gdy wspominaliśmy go rok po odejściu,
odczułem jego obecność i dokuczliwy brak.
Pewnie go ucieszyła próba
odczytywania zdania poprzez inne zdanie.
Usłyszałem właśnie dwa cytaty:
„Zostaniesz tu”; „Jesteś tu, gdzie jesteś”.
Ruskie, łacińskie, żydowskie anioły
unoszą się nad Grodzką wysoko
jak dymy gorące w mroźną noc.
Ile potrzeba języków,
aby sławić i sławić tajemnicę
w zaułku, co ciągle ucieka?

24 stycznia 2006

 Ks. Alfred Wierzbicki
ks. Alfred Wierzbicki



Czytaj całość...
Mój nauczyciel Bruno Schulz
poniedziałek, 09 lipiec 2007
Wywiad Moniki Zaręmby z Alfredem SchreyermZ Alfredem Schreyerem, muzykiem, działaczem społeczno-kulturalnym, ostatnim  uczniem Brunona Schulza z Drohobycza rozmawia Monika Szabłowska-Zaremba.

Monika Szabłowska: Drohobycz dla wielu Polaków jest miejscem magicznym, wykreowanym przez wyobraźnię Bruno Schulza. Dla Pana to miejsce ukochane, związane z dzieciństwem.

Alfred Schreyer: W Drohobyczu się urodziłem i tam stale mieszkam od wczesnej jesieni 1932 r. Przedtem mieszkałem w Jaśle, gdzie mój ojciec był szefem chemików w jednej z rafinerii. Ale na początku lat trzydziestych kiedy wybuchł kryzys światowy, rafineria została częściowo unieruchomiona. Ojciec stracił pracę i cała rodzina wróciła do Drohobycza. Bo wszyscy i matka, i ojciec pochodzili z Drohobycza.

Czytaj całość...
Polskość jagiellońska
piątek, 06 lipiec 2007
ks. Alfred WierzbickiCiągłość dziejów to trwałość tradycji. Tradycja nie jest jednak czymś oczywistym, domaga się uzasadnienia poprzez wartości, którym ma służyć. Siłą tradycji jest to, że wskazuje ona na wartości ponadhistoryczne, które w przeszłości znalazły swe dziejowe ucieleśnienie i są zdolne nadal inspirować. Do istoty tradycji należy jej rozwój. Łatwo ją, niestety, zagubić. Tradycji nie można sobie dowolnie wymyślić, zaprojektować jak sukienkę, nie może ona oderwać się od żywego nurtu ludzkiego doświadczenia.
Chyba dla większości Polaków - i nie tylko dla Polaków – niezrozumiale już brzmi pojęcie „polskości jagiellońskiej”. Wydaje się ono bardzo odległe, słabo przylegające do współczesnej rzeczywistości kulturowej po przesiedleniu przez Stalina Polaków z Wilna i Lwowa do Gdańska i Wrocławia. Polskość jagiellońska nie jest dzisiaj żywym mitem, tłumaczącym naszą tożsamość.
ks. Alfred Wierzbicki



Czytaj całość...
<< Start < Poprzednia 1 2 Następna > Ostatnia >>

Wyniki 11 - 16 z 16
Kopiowanie zamieszczonych materiałów i ich wykorzystywanie bez zgody autorów jest zabronione 2002 - 2010. Wszystkie prawa zastrzeżone Niecodziennik Biblioteczny.