Bruno Schulz obecny choć ukryty w Drohobyczu na VI Festiwalu? Drukuj
wtorek, 03 czerwiec 2014
Spis stron
Bruno Schulz obecny choć ukryty w Drohobyczu na VI Festiwalu?
26 V 2014
27 V 2014
28 V 2014
29 V 2014
30 V 2014
image_004.jpgCzas 26-30 maja 2014 roku, VI Międzynarodowego Festiwalu Brunona Schulza, odbywał się w cieniu wojny i wyborów prezydenta Ukrainy. Mimo wielu śmierci na Ukrainie idzie nowe. Oby tym razem się udało. Mój szef nie dał mi zgody na wyjazd służbowy, bo ponoć nie chciał mieć mnie na sumieniu? Pojechałem prywatnie, w ramach urlopu wypoczynkowego. Znaleźli się sponsorzy na paliwo, hotel i skromniutkie jedzenie. Ja tradycyjnie byłem szoferem, tym razem zamiast schulzologów woziłem schulzniętych. Na Zachodniej Ukrainie jest spokojnie. Wróciłem cały i zdrowy, z wrażeniami i dokumentacją zdjęciową rzeczy ulotnych tej edycji festiwalowej.

fot Jerzy Jacek Bojarski





image_001.jpgOd 2003 roku jeżdżę do Drohobycza, by zobaczyć i usłyszeć to, czego współcześni mieszkańcy Drohobycza nie widzą, nie słyszą i nie smakują. Owszem, są nieliczne wyjątki – jak środowisko Teatru Alter, czy otwarte lokale gastronomiczne z wystrojem Schulzowskim. Mój produkt uboczny podróży z „zachwytu” do jedynego miasta na świecie, to mapa wydana w 2009 roku przez Miejska Bibliotekę Publiczna w Lublinie: Bruno Schulz i Drohobycz, którą niewielu widziało i miało w ręku, bo nakład był mały, ale jest w Internecie na stronie Niecodziennika. Jak mówi Mądra Księga: mają oczy i nie widzą, mają uszy i nie słyszą.  To jest mapa osobliwa, widziana sercem, okiem i rozumem. Schulz w „Republice marzeń” o swoim rodzinnym mieście, które maluje barwnym, skondensowanym językiem, pełnym miąższu, ujmuje bardzo artystycznie: "Tam gdzie mapa kraju staje się już bardzo południowa, płowa od słońca, pociemniała i spalona od pogód lata, jak gruszka dojrzała tam leży ona, jak kot w słońcu – ta wybrana kraina, ta prowincja osobliwa, to miasto jedyne na świecie”.

image_079.jpgTak więc musi być zachwyt skoro to niepowtarzalne miasto na świecie. Można by rzec środek świata. Toż schulzologia wzięła się z zachwytu nad twórczością Brunona Schulza i jego życiem, tak, jak chciał Jerzy Ficowski. Aura wokół Schulza podbija tylko bębenki tego niesamowitego, nieustającego zachwytu. Stąd obecność wielu schulzologów, sulchzoidów, schulzniętych na VI Międzynarodowym Festiwalu poświęconemu Wielkiemu i Niezwykłemu Drohobyczaninowi. Ujęła mnie troska o to wydarzenie i wizyta Ambasadora RP w Kijowie, pana Henryka Litwina ze swoją „drużyną” (czytaj małżonką Hanną) i Pana Alfreda Schreyera, świadka „Genialnej epoki”. Dawniej żyli obok siebie Polacy, Ukraińcy i Żydzi - jak w przysłowiowej symbiozie, w której wszystkie strony czerpały korzyści nie szkodząc innej. Tamtego czasu i klimatu już nic nie wróci. Jest więc pamięć miejsca – Drohobycz - i miejsce pamięci, gdzie się urodził, uczył, żył i tworzył, a na końcu zginął Bruno Schulz. Tego strzegą strażnicy pamięci i chadzający jego ścieżkami, barwni wyznawcy jego twórczości, pasjonaci od serca. Czy miejscowi to rozumieją? Czy ulegają i podlegają temu zachwytowi? Czy są wciągnięci do tego spektaklu trwającego pięć dni w galicyjskim miasteczku?

image_093.jpgNa budynku Gimnazjum Króla Władysława Jagiełły
(obecnie Uniwersytet Pedagogiczny), gdzie uczył się sam Bruno Schulz, a następnie był nauczycielem - wita nas tylko baner Festiwalu Iwana Franki, choć Międzynarodowy Festiwal Schulza trwał. Dziwne? A może wcale nie? By dać odpowiedź z pośpieszną pomocą przychodzi mi w sukurs uwielbiany przeze mnie Witold Gombrowicz. Kto koga stwarza – czy my formę, czy ona nas? Niektórym się zdaje, że konstruują złudzenie, a jednocześnie jesteśmy konstruowani przez konstrukcję. I tutaj musi paść pytanie: Dlaczego Słowacki wzbudza w nas zachwyt i miłość? (...) Pada też odpowiedź: Dlatego, panowie, że Słowacki wielkim poetą był! Jest też uzasadnienie:
Drobne realia życiowe was gubią. Jesteście jak człowiek, który wyzwał smoka do walki, lecz którego mały pokojowy piesek zapędzi w kozi róg. Słynny passus z Ferdydurke:  Jak to nie zachwyca Gałkiewicza, jeśli tysiąc razy tłumaczyłem Gałkiewiczowi, że go zachwyca. Jak zachwyca, skoro nie zachwyca. – pada odpowiedź.
image_012.jpgIwan Franko też Wielkim Poetą był! Czy ukraińskich Gałkiewiczów zachwyca, czy nie, tego nie wiem? Do mnie dotarło tylko to, że „Gospodarz Poeta Franko”  był wizualnie niegościnny dla Twórcy Brunona Schulza, zabrakło bowiem miejsca dla drugiego banera! Na próżno szukać symbiozy przedwojennej, gdzie jeden nie szkodzi drugiemu. Ten problem pozostawiam Braciom Ukraińcom odnośnie nie tylko Schulza. Budujcie nowe struktury państwa, róbcie to z tradycją wielokulturowości, bez nacjonalizmów w każdym calu. Tę lekcję musicie odrobić sami !
Festiwal rozpoczął się tradycyjnie w miejscowym teatrze, do którego chadzał nasz bohater, który zgromadził „spadochroniarzy” ze świata, Europy, ale i gości z Ukrainy. Były przemowy i powitania: Nadija Skotna, Rektor Państwowego Uniwersytetu; Henryk Litwin, Ambasador RP na Ukrainie; Roman Kurczyk, p.o mera miasta Drohobycz; Grzegorz Gauden, dyrektor Instytutu Książki w Krakowie; ks. Prof. Henryk Dębiński, Rektor KUL JP II; o. Tomasz Dostatni – OP (dominikanin); Natalia Hamkało, image_013.jpgdyrektor Departamentu Kultury, Mykoła Hnatenko, dyrektor teatru w Drohobyczu, Grzegorz Józefczuk, Dyrektor Artystyczny Międzynarodowego Festiwalu Brunona Schulza w Drohobyczu i dr Wiera Meniok, dyrektor tegoż Festiwalu. Specjalnym dyplomem Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego RP wyróżniono Andrija Jurkiewycza, lidera drohobyckiego studenckiego teatru Alter. Wykład inauguracyjny mieli Jurij Andruchowycz i Krzysztof Varga. Obaj dali z siebie wszystko, by nas zauroczyć. Andruchowycz, idol młodzieży ukraińskiej, tłumacz Schulza, wprowadził nas na pokoje schulzowskie. Zaś Varga objaśniał temat „Moje perwersje Schulzowskie”. Tak więc początek był udany. Machina festiwalowa ruszyła i nabrała swojego tempa.
image_054.jpgW tej edycji festiwalowej ważnym akcentem artystycznym były sztuki wizualne. Wystawa malarstwa Jurka Kocha ze Lwowa pt. „Terytorium Brunona Schulza” oraz wernisaż akwareli Bartłomieja Michałowskiego „Wiosna w synagodze”. W Wilii Bianki ponadto były prezentowane prace Mariusza Drzewińskiego, Włodzimierza Finke czy Bertolda Schenkelbacha. Stanisław Ożóg pokazał „Bajki niezapisane” w foyer Teatru Drohobyckiego. Nowym akcentem była Wei-Yun Lin Górecka i Paweł Górecki (Tajpej, Kraków) „Którędy Panie Schulz? Proszę prowadzić”.
Nie zawiodła nas para młodych artystów: Lidia Futorska - skrzypce (Lwów) i Serhija Chorowca - akordeon (Równe). Dali dynamiczny koncert „Muzyczne spotkanie kultur”. Miedzy innymi interpretacje utworów Witolda Lutosławskiego i Igora Strawińskiego porwały publiczność. Maria Karalus prowadziła to spotkanie wzorcowo.
image_093.jpgDzień pierwszy zakończył się bankietem wydanym przez ambasadora RP w Kijowie. Został zorganizowany w Truskawcu na dachu  hotelu Mirotel, w restauracji Bellini. Gościem  szczególnym, i wyjątkowym, był pan Alfred Schreyer, uczeń  Brunona Schulza i Józefiny Szelińskiej. Uhonorowano go kolejnym już odznaczeniem. Dał spontaniczny koncert ze swoimi muzykami: Tadeuszem Serwatką (akordeon) i Lwem Łobanowem (fortepian). Dostojny Gość śpiewał do północy międzywojenne szlagiery polskie, w jidysz i po ukraińsku. Muzyka poderwała gości do tańców, a piszący te słowa zatańczył z „Drużyną” (małżonką Ambasadora RP –Hanną, która była dyskretną duszą spotkania).
 
Jestem po raz trzeci na Festiwalu autora Sklepów cynamonowych
. Odczuwam pewien regres w tak zwanej części naukowej. Drzewiej bywało lepiej i festiwal był bardziej „wypasiony”. Ten zapewne skromny z powodu mniejszego budżetu. Przypomina mi wielki staw, który powoli zarasta, gdzie karpie ledwo dychają – tylko obecność zwinnych szczupaków jest w stanie poruszyć towarzystwo. Formuła referatów w szybkim trybie jest anachroniczna. Potrzeba innej koncepcji tych spotkań naukowych. Wszak słuchacze są, potrzeba tylko zachwytu nad występami tuzów schulzologii. Tego – wg mojego skromnego zdania - udało się dokonać raptem kilku prelegentom. Dlaczego? Bo nie trzymali swoich oczu na uwięzi tekstów, ale z pasją wypowiedzieli to, co istotne. Wszak tekst rozszerzony można zawsze dać do druku, kiedy powstaje publikacja, ale nie podczas kwadransa.
image_020.jpgOjciec Tomasz Dostatni, dominikanin, mówił i był słuchany. Żywy język jest ważniejszy niż terror czasowy i przeczytanie półgodzinnego referatu w piętnaście minut. To szkodzi nie tylko referującemu, ale przede wszystkim słuchaczom. Dostatni  - jak dobry ślusarz - dorobił dwa klucze - do Księgi i Ojca. Kult Księgi, biblii czyli religii bez świątyni. To w bóżnicy – (nazwa o pięknym polskim źródłosłowiu ) była odczytywana Księga. Dominikanin, uczeń profesora Błońskiego, zaznaczył, że Księga musi być komentowana. Wspominał także o innym  rozumieniu i interpretowaniu Księgi Blasku, o kabale i interpretacji. Mistyczna wyobraźnia Schulza, to Księga myślenia i umiejętnego patrzenia. Były księgi synagogalne i osobiste. Ważny był także autorytet Ojca. Opowiadał o tym z wielką swadą. Sądzę, że nie przypadkowo wspomniał o tekście rozliczeniowym – Jana Błońskiego „Biedni Polacy patrzcie na getto „na ziemi image_046.jpgukraińskiej”. Jest to jeden z najważniejszych głosów w dyskusji nad problemem polskiej odpowiedzialności moralnej w obliczu Szoah, postulat dokonania narodowego rachunku sumienia. Mądrej głowie dość dwie słowie Bracia Ukraińcy.
Drugim ciekawym referatem pt. „Schulz i znikająca granica” pod  wrażeniem, pod którego zostało wiele osób, był aplauz, to „speech” Stanleya Billa, który rozbudził schulzniętych swoją sprawnością języka polskiego, donośnym głosem i wnioskami płynącymi z mówionego przesłania - pogranicza ontologicznego. O Schulzu stojącym wolnością i znikającej granicy. Świat, to jedno wielkie pogranicze, zakończył wspaniały referat Stanley Bill.
image_030.jpgStanisław Rosiek stawiający pytania zapraszał do szukania odpowiedzi i do współpracy – Biografia Schulza jako wezwanie. Marek Tomaszewski zaskoczył zmianą tytułu swego referatu niż podano pierwotnie. Mówił o Wiośnie, o Biance - tyranii kobiecości; czy można połączyć obowiązki wobec kobiety i powołania artystycznego?
Percepcja słuchacza jest ograniczona. Dałem radę „zachwytowi” tylko przez pierwsze cztery godziny. Sala bez świeżego powietrza wymiotła mnie do pobliskiego parku. Trzeba odnotować, że w konferencji uczestniczyli także: Jerzy Jarzębski, Jan Gondowicz, Katarzyna Kuczyńska-Koschany, Ałła Tatarenko, Marek Wilczyński, Agata Rosochacka, Arkadiusz Kalin, Anita Jarzyna.
image_064.jpgCiekawe obietnice przed dawnym gabinetem autora „Sanatorium pod klepsydrą”  złożył Grzegorz Józefczuk – prezes Stowarzyszenia Festiwal Brunona Schulza - odnośnie do projektu Izby Pamięci Brunona Schulza. Digitalizacja eksponatów muzeum ma być dostępna w Internecie. Pomysł dobry. I sprawdzony w niejednej instytucji. Prezesie czekamy na realizację.
W gabinecie Schulza Włodko Kauffman - performer z Dzygi lwowskiej, po raz kolejny użył znaczków pocztowych do swego wyrazu artystycznego. Kilka lat temu, w 2006 roku, znaczki fruwały przy odsłonięciu tablicy w miejscu śmierci Bruno Schulza. Obecnie, co i rusz otwierał markowniki i wkładał znaczki tyłem  do wiekowej szafy, podświetlając je specjalnymi lampkami.
 
image_095.jpgGrupa artystyczna
w składzie: Sławomir Wójtowicz wraz z żoną Anetą i Kamila Miller-Hanneberg z mężem Krzysztofem zrobili na ulicy Podwale rzeźbienie w przestrzeni z miejscowymi dzieciakami. To była znakomita zabawa. Wykonali cztery płaskorzeźby metodą odlewu gipsowego. Celem akcji artystycznej było zaproszenie mieszkańców miasta do wspólnej pracy przy tworzeniu wspomnianych prac. To będzie procentowało. Na tej ulicy wszyscy będą znali Schulza, gdyż cała ulica brała udział w „Schulz Oki” .
Z żalem muszę wyznać, że nie dane mi było dotrzeć i obejrzeć spektaklu Atelier-Theatre Monique Stalens „Mesjasz niedokończony”. Słyszałem dobre recenzje. Prawdą jest, że widz nie nadążał za wszystkimi imprezami. Sam druk programu to za mało, trzeba by powstał sekretariat Festiwalu i na gorąco informował i przypominał co, gdzie i kiedy?
image_011.jpgTrzeci dzień, środa, to czas pisarzy i poetów – w dawnym domu Starców, gdzie Schulz porządkował księgozbiór w czasie wojny. Obecnie mieści się tutaj Biblioteka Miejska. Olga Tokarczuk dała żywy spektakl ze swojej twórczości, prowadzona pytaniami przez Ostapa Sływyńskiego. Poeta z Puław i Warszawy, Bohdan Zadura, swoje spotkanie autorskie prowadził sam. Jego proza poetycka, szpitalna, była mocno osadzona w realiach cierpienia Poety, który twardo stąpa po ziemi i daje dużo do myślenia. Prorok czy co?
image_058.jpgGrany spektakl Studenckiego Teatru Mglistych Fajczarni Fabuł i Bajek (Uniwersytet Wrocławski) – „Czas rozstajny” wg Brunona Schulza - mógł się podobać od strony gry aktorskiej. Nie wszystkim do gustu przypadła scenografia. Były uwagi, że wyszedł z tego kotlet mielony z „Schulza”. Uważam, że kreacja zbiorowa była wartka, aktorzy zrealizowali swój zamysł reżyserski. Na dobry początek przyklaskuję aktorom, niech się rozwijają.
Spektakl Teatru Scena Plastyczna KUL „Lustro” Leszka Mądzika to sztuka, w której pierwszy raz padają słowa. Ciemności egipskie muszą w widzu mocno zapaść. Każdy mógł ledwo poczuć własny koniec nosa. Muzyka i światło wprowadzały dodatkowe wrażenia i napięcia. Publika cicho opuszczała „salę gimnastyczną” zaadaptowaną na jednodniowy teatr . Nawet znalazła się tak zwana „siła”- „grunt to prund”, by uruchomić wszelka aparaturę.
 
image_053.jpgCzwarty dzień rozpoczął tzw. WORKSHOP. Przyczynki społeczno-historyczne do twórczości i biografii Brunona Schulza miały miejsce w dawnym Sierocińcu Żydowskim (obecnie wydział Historii Uniwersytetu). Prof. Leonid Tymoszenko przedstawił stan i metodologię interdyscyplinarną badań środowisk miejskich Europy środkowowschodniej w pierwszej połowie XX wieku. Wspomniał o 20 numerach publikacji Stowarzyszenia Ziemi Drohobyckiej, wydanej przez Jerzego M. Pileckiego, bardzo bogatego w szereg różnorodnych materiałów. Obecnie wydawany jest jako Biuletyn Ziemi Drohobyckiej. Omówił na przykładzie fotografii balu POW, jak bogatym źródłem może być stare odnalezione zdjęcie. Tematykę o domach publicznych w kulturze Zachodu prezentował prof. socjologii Jacek Kurczewski. Zaś Grzegorz Józefczuk uchylił rąbka tajemnicy z przedwojennej prasy drohobyckiej o ostatniej woli panny R. i wynikającego z tego wielkiego skandalu i napięcia międzywyznaniowego. Rzecz dotyczyła samobójczyni Żydówki, która przed śmiercią zmieniła wyznanie przyjmując chrzest.

image_092.jpgW Bibliotece o swoich „zachwytach”  Schulzem mówili Taras Woźniak ze Lwowa (redaktor naczelny pisma Ji), Krzysztof Sawicki  (pracownik konsulatu w Łucku, student prof. Władysława Panasa)), Paweł Górecki z Krakowa, Krzysztof Willman z Warszawy (szperacz, tropiciel i kolekcjoner) zrobił nam wycieczkę do Sztokholmu razem z Schulzem. Podarował też sprawozdanie z Gimnazjum Króla Władysława Jagiełły do Muzeum. Małgorzata Sady zaprezentowała film pt. „Powrót Idy Henefeld (Ron) do Drohobycza”. To szkolna koleżanka Alfreda Schreyera.

image_149.jpgTym razem spacer śladami życia i twórczości Brunona Schulza miał skromna oprawę. Pochodnie „przeterminowane” paliły się krótko, czytający nie mieli nagłośnienia, więc słyszalność lichawa. Deszczowa pogoda dopełniła reszty.


Klubokowiarnia „82100” w Drohobyczu
, jej nazwa pochodzi od kodu pocztowego miasta. Nowe miejsce, prowadzone przez przyjaciół z Alteru. Tutaj trwały dyskusje do późnej nocy na temat wydarzeń festiwalowych. Tutaj też odbywały się spotkania i pokazy filmów. Jako pierwszy bohaterem spotkania był Marc Sagnol z Paryża, filozof i francuski znawca Schulza, autor filmu „Cynamon i klepsydra”, nakręconego o Drohobyczu w 2004 roku. Obejrzeliśmy film o Zuzannie Ginczance. Tutaj produkowali się Piotr Łucjan (lubelski malarz), Wojciech Walkiewicz, filmowiec, autor zdjęć do filmu o Alfredzie Schreyerze, czy Aleksandra Zińczuk, autorka projektu „Historia Mówiona Drohobycza”.
Ostatni dzień festiwalu był pod znakiem performerów. Studenci z wrocławskiej Akademii Sztuki Pięknych pod wodzą Ewy Zarzyckiej, wespół z performerami ze Lwowa, tworzyli jeden z nurtów off programu, nurt działań interdyscyplinarnych, zakończony pokazami przy i w samej Willi Jarosza.
Wieczorem koncert zamykający festiwal zgromadził wreszcie młodzież z Drohobycza. Grali: Serhij Żadan i „psy w kosmosie”; Zapaska”, Suport „TNDT” (Drohobycz).
Drohobycz mnie rozczarował. Na mieście nie widziałem rozklejonych plakatów o festiwalu. Również wieści hiobowe, że  pracownicy Polonistycznego Centrum zostali zwolnieni!? To nie wróży dobrze atmosferze budowania nowej jakości organizowania współpracy.

opowiedział pędzikiem Jerzy Jacek Bojarski




Następny >
Kopiowanie zamieszczonych materiałów i ich wykorzystywanie bez zgody autorów jest zabronione 2002 - 2010. Wszystkie prawa zastrzeżone Niecodziennik Biblioteczny.