Pamięć o kompozytorze to wykonywanie jego dzieł. Pierwsza rocznica śmierci Andrzeja Nikodemowicza. Drukuj
poniedziałek, 12 luty 2018
image_004.jpgSpotkanie rocznicowe z muzyką Andrzeja Nikodemowicza poprzedziła uroczysta msza, celebrowana przez Jego Ekscelencję Księdza Biskupa Mieczysława Cisło wraz z dyrektorem Wydawnictwa „Gaudium” ks. dr. Markiem Szymańskim, ks. Mirosławem Matusznym oraz ks. prof. Alfredem Wierzbickim, który wygłosił kazanie, w zakończeniu bardzo osobiste, bo nawiązujące do przyjaźni z Profesorem.
Rzadko się zdarza /a szkoda/ w czasie mszy usłyszeć piękny dźwięk sopranu i towarzyszące mu organy we fragmentach Bachowskich. A przecież jest to muzyka najbardziej do słuchania podczas modlitewnego skupienia predystynowana, bo z myślą o nim tworzona.
Dyrektor Wydawnictwa "Gaudium" ks. dr Marek Szymański
fot. Małgorzata Nikodemowicz
 image_007.jpgTak więc już w czasie mszy artyści Magdalena Witczak /sopran/i Stanisław Diwiszek /organy/ wprowadzili przyjaciół i bliskich Profesora, zgromadzonych w lubelskim kościele pw. Nawrócenia Św. Pawła, w odpowiedni nastrój. A dodatkowo wszystko, co muzyczne w czasie tego melancholijnie –radosnego spotkania, miało głęboki sens (1). Muzyka religijna Jana Sebastiana Bacha i Andrzeja Nikodemowicza została tak dobrana, aby pomóc nam przezwyciężyć żal i ukoić smutek po stracie Wspaniałego Człowieka i Twórcy. Spotkanie odbyło się bowiem w pierwszą rocznicę Śmierci Profesora.
Rozpoczęte opłakiwaniem– “Seufzer, Tränen, Kummer, Not" /Westchnienie, łzy, żal, rozpacz /
z  Kantaty „Ich hatte viel Bekümmernis” BWV 21 - w imieniu zebranych zrobił  to wzruszająco sopran, aby w następnym wejściu dać się unieść jakże pietystycznej frazie “ Ich folge dir gleichfalls mit freudigen schritten” / Ja również podążam za Tobą radosnymi krokami/ - nr 13 z Pasji wg Św. Jana, BWV 245. Aria ta jest jedną z najbardziej „ludzkich”, ciepłych arii. W Pasji Janowej Bach uzyskał dzięki jej prostocie i radosnemu charakterowi szczególny dramatyzm akcji: przed Arią „szedł za Jezusem Szymon Piotr” z prostotą serca, myśląc: „Ja również podążam za Tobą radosnymi krokami”, aby zaraz potem na pytanie „Nie jesteś jednym z Jego uczniów?” „On zaprzeczył mówiąc: Nie jestem” i tu znów Aria: „Ach, myśli moja!”, w której z niejakim zdziwieniem i zarazem bólem Piotr stwierdza, że „na wszystko niepomny wypiera się Boga”. Jeśli jednak wyjdziemy poza opisany kontekst, dotkniemy bardzo osobistego wyznania Bacha. Prostotą tekstu i melodycznych zwrotów, przywołujących na myśl lekkie, a więc właśnie - radosne kroki (2), Bach świadczy o sobie samym jako tym, który pragnie podążać za Jezusem radośnie nawet w tej najstraszliwszej /w ludzkiej interpretacji/ godzinie drogi do wcześniej wyprorokowanej – Śmierci. Bach robił to przez całe swoje świadome życie. image_006.jpg
Ale w czasie  t e j  uroczystości aria odnosiła się tyleż do Bacha, co do - Andrzeja Nikodemowicza, który także z wielką prostotą, w innym, bo własnym, ale podobnie „pietystycznym” stylu podążał za „swoim” Jezusem przez całe życie ziemskie i w godzinie Śmierci. Ta radość to bardzo głębokie wyznanie wiary obydwu kompozytorów muzyką uczynione. Słuchaczom zaś dane z intencją podtrzymania nadziei.

Po mszy rozpoczął się już „regularny” koncert. Znakomitym pomysłem organizatorów /Wydawnictwo Gaudium, ale stroną muzyczną zajęła się Teresa Księska-Falger - Dyrektor Międzynarodowego Festiwalu „Andrzej Nikodemowicz Czas i dźwięk”/ było postawienie obok siebie wokalnej twórczości religijnej i organowej Bacha i Nikodemowicza. I nie chodzi o porównywanie, a raczej o wskazanie, że pewne przymioty wewnętrzne twórców oddalonych stuleciami,  mogą objawiać się w różnych czasach i przy pomocy innych środków – ale równie prawdziwie i przekonująco. Dla słuchających tej muzyki wieczorem 28 stycznia z pewnością – prawdziwie i przekonująco.
    
image_005.jpgKoncert rozpoczął się od wykonania (3) kantaty Andrzeja Nikodemowicza „De Christo Moriente” do tekstu Bernardusa Claravallensisa (4) – wersja II z 2002 r. na sopran solo
 /Agnieszka Tyrawska-Kopeć/, baryton solo /Andrzej Gładysz/, chór sopranów /przygotowany przez Elżbietę Krzemińską/ i orkiestrę smyczkową /złożoną z muzyków lubelskich/, którą poprowadził Przemysław Fiugajski. Nastrój dogłębnego smutku, podkreślany dość surowymi w brzmieniu (quasi modalnymi, choć atonalnymi ) instrumentalnymi preludiami i interludiami smyczków, potem wzmacniającymi (jak u Bacha) linie głosów sopranowych chóru i solistki, to znów jako swoiste plamy barwowe w niskich rejestrach (zwłaszcza kontrabasu) głosowi barytonowemu towarzyszące /w Andante dolente/, jest istotą tej kantaty. Temat Męki Pańskiej to zdecydowanie jeden z najistotniejszych tematów muzyki religijnej Nikodemowicza. Jak pisze znawczyni tej twórczości – Ewa Nidecka - „kompozytor wykorzystał wszystkie dziesięć zwrotek oryginalnego tekstu, nie dokonywał zatem żadnej ingerencji w układ (…)” (5). Bo też sam tekst pozwalał na muzyczne ucieleśnienie „Nikodemowiczowskiej syntezy: płacz-modlitwa-nadzieja” (6).  Jednocześnie rytm zredukowany do prostych wartości i nieśpieszne budowanie całości dały efekt kojący, uspokajający /pogodzenia się z tym, co nieuniknione?/. Ale zakończenie kantaty przez chór sopranów figurą Anabasis (7)– ten iście barokowy wzlot ku górze, do Nieba – dla chrześcijan oczywisty i zrozumiały, dający – nadzieję przypomina, jak wiele wspólnego z Janem Sebastianem miało wewnętrzne przeżywanie Tajemnicy przez Andrzeja Nikodemowicza. Bardzo dobrze brzmiące, żarliwe wykonanie całości wyzwoliło zapewne moc osobistych doznań i przeżyć słuchaczy, za co podziękowali artystom gorącymi brawami.

Zaraz potem znów Bach - Fantazja super „Komm, Heiliger Geist” /na temat „Przybądź Duchu Święty”/ BWV 651. Ten protestancki hymn ze słowami samego Marcina Lutra, bazujący na dawnym „Veni Sancte Spiritus” Bach wykorzystywał wielokrotnie jako temat swoich utworów, tym cytatem wskazując ich charakter, jak to ma miejsce i w Fantazji, w której dostojnie wybrzmiewa w głosie pedałowym. Dodajmy, że osobisty stosunek do treści hymnu Bach wyraził także i poprzez radosną tonację F-dur, w której według barokowej retoryki daje się wyrażać najpiękniejsze uczucia świata. 
I jeszcze Bach - Preludium chorałowe „Vor deinen Thron tret' ich hiermit” / przed Twoim Tronem staję / BWV 668. Tonacja bynajmniej nie wesoła - e-moll i dostojny charakter narracji /w Śmierć kroczy człowiek dostojnie i bez pośpiechu/, zakończone zaskakującą modulacją do tonacji paralelnej – G-dur  - tonacji jeśli nie radości, to przynajmniej – odpowiedniej dla poważnych tematów. A temat Bach przecież wybrał poważny.
Ciąg utworów Bacha układał się z biegiem koncertu w pewną całościową narrację. Prowadził nas po kolei od uduchowionego życia, przez dobrą Śmierć aż do miejsca, gdzie dusza może „chwalić Pana”. Właśnie na koniec tego Bachowskiego segmentu Stanisław Diwiszek zagrał Fugę sopra il Magnificat BWV 733 „Meine Seele erhebet den Herren” /Moja dusza chwali Pana/ - organową pieśń dziękczynną w postaci nieoczywistej, namaszczonej w charakterze
i solennej fugi zbudowanej „nad” /sopra/ gregoriańską melodią Magnificat. Napisana Soli Deo Gloriam, z tak charakterystycznym Bachowskim ostatnim, wojowniczo wybrzmiewającym akordem D-dur /na zakończenie d-molowej całości, odpowiedniej według zasad retoryki barokowej dla dzieł religijnych/ stała się dopełnieniem  klimatu nadziei, w którym pozostawiła słuchaczy także ostatnia wznosząca fraza kantaty „De Christo moriente” Nikodemowicza.
To chyba nie przypadek, takie ułożenie organowej czyli bezsłownej muzyki Bacha, która jednakże świadomie i z rozmysłem odwołuje się do tekstów, przekazując istotne według kompozytora treści. I staje się /mimowolnie?/ portretem duchowym Andrzeja Nikodemowicza. Tak ją po namyśle odebrałam i niech ta wartość dodana koncertu zostanie w pamięci nas wszystkich.

image_002.jpgPreludium i Fugę e-moll BWV 533, które zabrzmiały przed BWV 733 wyłączam jako osobne, bowiem są one czymś zupełnie odrębnym w tej, jak wyżej określiłam, „portretującej” całości. Dzieło w swoim czasie uznane za obrazoburcze, dziś może nam wskazywać, że Bach był rzeczywiście genialnym improwizatorem i zapisy jego kompozycji nie oddają nowatorskich prób dla samego siebie, których nigdy nie poznamy. Preludium i Fuga BWV 533 są jednym z nielicznych przykładów zapisania /w przybliżeniu/ tego, jak Bach grał, gdy sprawdzał organy. Działo się to w r. 1703 w Arnhem, miejscu pierwszej posady, jaką otrzymał właśnie za popisowe sprawdzenie tamtejszych organów. Do bardzo typowych sytuacji należy fakt, że po kilku latach został stamtąd usunięty, bo jego gra już nie wydawała się ekscytująca, a obca i fałszywa. Faktem jest, że w Fudze BWV 533 są fragmenty dysonujące i jest to właśnie potwierdzenie odwagi i geniuszu Bacha, które jednak nie znalazły zrozumienia.
Po tym niezwykle zajmującym recitalu Bachowskim Stanisława Diwiszka powróciła muzyka Nikodemowicza. I było to swoiste „przekazywanie pałeczki w pokoleniowej sztafecie” obydwu twórców, dające do myślenia słuchaczom, które też okazało się kolejną ważną ideą koncertu. I piękną.

Od pierwszych taktów organowego wprowadzenia do „Litanii Loretańskiej” (wersja II na sopran i organy z 1985 r.) nie było wątpliwości, że to muzyka napisana “po Szymanowskim”. Niesamowite mormorando i wokaliza, którą kompozytor dał „na wejście” sopranistce /tu znów usłyszeliśmy Magdalenę Witczak, artystka ma Litanię w swoim repertuarze, wykonała ją już na I Międzynarodowym Festiwalu Andrzej Nikodemowicz Czas i Dźwięk w 2012 r. /,
a potem tylko mnożył trudności, wprowadzając skoki, długie dźwięki na wysokich tonach, które przywodziły na myśl strzelistość architektury sakralnej gotyku. A była to przecież modlitwa i prośba, rozrastająca się muzyczną frazą kompozytora niemal w krzyk, w którym wezbrały nagromadzone przez stulecia zgryzoty zwyczajnych kobiet, zwyczajnych ludzi. Na tekst Lamentacji "Rythm do Pana Jezusa Ukrzyżowanego Patrząc na Figurę Męki Pańskiey" (wersja III na sopran i organy z 1990 r.), jak podaje Ewa image_003.jpgNidecka, kompozytor natknął się w „Tygodniku Powszechnym” z 16 sierpnia 1970 r. (8). Jest to druk /nie-tekst/ Józefa Pokornego z 1839 r. (9). Myślę, że to ważna informacja, iż Profesor był uważnym czytelnikiem najlepszego tygodnika kulturalnego wśród prasy katolickiej, a dziś – w ogóle najlepszego i jedynego tygodnika kulturalnego. Tekst musiał zrobić ogromne wrażenie na kompozytorze. Jak wszystkie teksty, które wybierał. Zauważmy, że do muzyki religijnej wybierał głównie stare, wręcz archaiczne teksty, które z prostotą mówiły na przykład
o Jezusie Ukrzyżowanym. Ten jest jednym z takich właśnie, choć może bardziej niż pozostałe – realistycznym, a nawet drastycznym w tym realizmie. Opis okrutnie zmaltretowanego ciała jest wręcz przerażający. Nic dziwnego, że kompozytor w muzyce korzysta często
z interwałów mocno dysonujących jak septymy wielkie i trytony – określane przecież „diabolus in musica”, i zagęszcza  emocjonalne napięcie głosu solowego przez silną chromatyzację (10). Wykonanie artystów – Magdaleny Witczak i Stanisława Diwiszka trzymało słuchaczy w napięciu i dało im szansę emocjonalnego dotknięcia Tajemnicy, do której ukazania Andrzej Nikodemowicz w swojej muzyce zbliża się niewyobrażalnie blisko.

Koncert zamknął Stanisław Diwiszek, który tego wieczoru prawie w ogóle nie odchodził od organów, zaangażowany jako solista i kameralista. Usłyszeliśmy dwa dzieła organowe Andrzeja Nikodemowicza: Wariacje na temat „Ave Maria Stella” i „Toccatę” op. 98 nr 2 z 1992 r.
Muzyka organowa Nikodemowicza okazuje się istotną częścią jego twórczości. Na lubelskich Festiwalach grane były już utwory organowe, m.in. właśnie Toccata, utwory znakomite, osadzone mocno w tradycji Bacha, Sweelincka, Frobergera, ale… prezentujące zupełnie inny emocjonalizm i świat barwowy. Ten inny świat barwowy wysłyszeć można zwłaszcza w Wariacjach. Niektóre są tak niesamowite, korzystające z tak innych, mało znanych rejestrów organowych, że śmiało można je nazwać sonorystycznymi. Inne korzystają z idiomów dawnych form, takich jak toccata czy preludium, a ostatnia kończy się po Bachowsku - na długo wybrzmiewającym akordzie. Zarówno więc w Toccacie jak Wariacjach Nikodemowicz w dawne formy wkłada nową narrację. Toccata świetnie pokazuje istotę tej formy /tytułowe toccare- uderzać/, ale też oddaje jej energetyczność, nie mówiąc o trudnościach, jakie daje do pokonania wykonawcy. Stanisław Diwiszek zagrał ją po prostu świetnie.
Natomiast Wariacje pokazują kunszt kompozytorski Nikodemowicza, który niezwykle interesująco pokazuje i „obrabia” temat. Jednak nie tylko te zabiegi formalne i ogólnokompozytorskie są tu ważne. Przecież odwołanie do określonego tematu „Ave Maria Stella” jest tak samo „mówiące” jak u Bacha stosującego określony temat chorałowy.
„Ave Maria Stella” to jeden z najbardziej popularnych średniowiecznych hymnów maryjnych.
I najpiękniejszy. Kompozytor Wariacjami na jego temat dał osobisty wyraz uwrażliwienia na obraz Matki Boga, który zrodził w religii chrześcijańskiej tak wiele pięknych i artystycznie wzniosłych dzieł sztuki. Słuchając wykonania Stanisława Diwiszka, włączyliśmy się i my w narrację pięknego hymnu, w którym poetyckie zawołanie „Witaj, Gwiazdo morza” jest najszczerszym wyrazem – Nadziei. I tak zamknęła się triada…
Iwona A. Siedlaczek

PRZYPISY:
 
(1) Idea całego koncertu rocznicowego ułożyła mi się w taką triadę, o której mówił sam kompozytor w związku ze swoimi utworami religijnymi, a co podkreśla Ewa Nidecka, jedyna dotąd autorka pisząca tak głęboko i uważnie o kompozycjach religijnych Andrzeja Nikodemowicza /”Muzyka sakralna w twórczości Andrzeja Nikodemowicza”, Rzeszów 2010/. Otóż na s. 272 Nidecka pisze: „Jak niejednokrotnie podkreślał, w wymienionych dziełach /religijnych –IAS/ doszedł pod względem treściowym do pewnej syntezy poprzez ujęcie ich w zespoloną formę: płacz-modlitwa-nadzieja”. W przyp. 279 na tej samej s. autorka dodaje jeszcze pięknie: „Ze względu na aktualność tego stwierdzenia przytaczam je wielokrotnie”. Otóż tak właśnie i mnie ułożyła się idea całości koncertu – jako swoisty naddatek /przypadkowy?/ do wykonanych kompozycji.
Od opłakiwania, przez modlitwę do – nadziei…
(2) Bach wykorzystał tu barokową figurę retorycznych zwaną – Hypotyposis, o której teoretyk i kompozytor Gioseffo Zarlino /1517-1590/ mówił: „imitazione della natura” i jej podklasę - Anabasis oznaczającą ruch melodii w górę, pokazując bardzo wyraziście „radosne kroki” zarówno w partii instrumentalnej, jak i wokalnej. Wedle praw barokowej retoryki muzycznej nastrój radości ewokują tonacje durowe /tu : B-dur - tonacja zabawy, tańca, co Bach jeszcze metrum tanecznym - 3/8 spotęgował /, szybkie przebiegi rytmiczne, wysokie głosy, które dodatkowo brzmią – jasno. Wszystkie te „wskaźniki” zawiera ta aria Bacha.
(3) premierowym określiła to wykonanie we wprowadzeniu do koncertu Teresa Księska-Falger, ale na s. 283 książki „Muzyka sakralna w twórczości Andrzeja Nikodemowicza” /Rzeszów 2010/ Ewa Nidecka pisze, że „ośrodkiem, w którym odbyło się jego /„De Christo moriente”/ wykonanie, jest aktualne miasto zamieszkania kompozytora –Lublin (…)” i dalej: „W 2004 r. „De Christo moriente”  wykonano we Lwowie pod dyrekcją szwajcarskiego dyrygenta Simona Camartina w ramach lwowskiego Festiwalu Muzyki Współczesnej „Kontrasty”. Autorka nie podaje dokładnej daty lubelskiego wykonania, nie można go potwierdzić, więc wiadomości szukałam u p. Małgorzaty Nikodemowicz – córki kompozytora.
W mailu z dnia 1.02.2018 r. napisała: „Wczoraj przekopałam notatki Taty, w których zapisywał wykonania swoich utworów i nie znalazłam żadnej wzmianki o lubelskim wykonaniu. Natomiast jest zapis, że "De Christo moriente" było wykonane w 2004 r. (chyba w kwietniu) w Użhorodzie (Ukraina) - na Festiwalu Współczesnej Muzyki Sakralnej (mój dopisek bez 100% pewności) i to byłoby prawykonanie, a później w tym samym 2004 roku we wrześniu we Lwowie na "Kontrastach". Dyrygował ten sam dyr. Simon Camartin, sopran Swietłana Gleba”. Było to więc pierwsze wykonanie w Lubinie, co dzięki bezcennym uwagom p. Małgorzaty Nikodemowicz mogę Państwu Czytelnikom przekazać. Najserdeczniej dziękuję p. Małgorzacie Nikodemowicz za wsparcie mnie w tych drążeniach.
 (4) Tak brzmi łacińska wersja imienia Bernarda z Clairvaux (1090-1153) - słynnego zakonnika cysterskiego, doktora Kościoła, filozofa i teologa, który m.in. interesująco (i nadal, zdaje się, aktualnie) rozróżnił 12-ście stopni pychy.
(5) „Muzyka sakralna w twórczości Andrzeja Nikodemowicza”, Rzeszów 2010, s. 272.
(6) Ibidem, patrz też wyżej, przyp. 1.
(7) patrz przypis 2.
(8) s. 119 książki wyżej cytowanej.
(9) Józef Pokorny, pochodzący z Czech poligraf, założył pierwszą drukarnię wadowicką, która działała od 1825 roku. Drukarnia ta spełniała ogromną rolę kulturalną zarówno dla miasta Wadowic jak i okolicznych miejscowości. Zajmowała się głównie drukami modlitewników i dzieł religijnych, które rozprowadzała na okolicznych jarmarkach. Biogram drukarza autorstwa Anny Dymmel „Pokorny Józef, drukarz, księgarz, nakładca w Bochni” znajduje się w T. XV Encyklopedii Katolickiej /2011/ szp. 1020-1021.
(10) porównaj wnikliwą analizę dzieła w cytowanej książce Ewy Nideckiej, s. 120-121.


image_018.jpgIwona A. Siedlaczeknajwięcej czasu spędza w Szkole Muzycznej I i II st. im. Tadeusza Szeligowskiego w Lublinie, gdzie prowadzi jedną z klas skrzypiec, resztkę wykorzystuje na studiowanie prac z dziedziny  muzykologii, teorii muzyki i filozofii, co czasami owocuje jakimś własnym artykułem. Od czasu do czasu przyjmuje na siebie rolę kronikarki lubelskich (a niekiedy innych miast) wydarzeń muzycznych, której nie należy mylić z krytyką muzyczną, bo wszyscy krytycy już dawno wymarli, a o muzyce współczesnej to już w ogóle nie wiadomo, co i jak pisać…
Współpracuje z Niecodziennikiem Bibliotecznym















< Poprzedni   Następny >
Kopiowanie zamieszczonych materiałów i ich wykorzystywanie bez zgody autorów jest zabronione 2002 - 2010. Wszystkie prawa zastrzeżone Niecodziennik Biblioteczny.