NIKODEMOWICZ w kręgu różnych kompozytorów Drukuj
poniedziałek, 04 czerwiec 2018
image_001.jpgNie będzie to recenzja z koncertu, a bardzo osobiste utrwalenie obecności w „przestrzeni dźwiękowej” Lublina znakomitej muzyki Andrzeja Nikodemowicza (1925-2017). Utwory kompozytora zostały wykonane 6 i 16 maja 2018 na dwóch bardzo różnych w intencjach i wymowie - koncertach.
6 maja Filharmonia Lubelska uczciła Jubileusz 100-lecia KUL koncertem VIA CRUCIS ET PATRIAE (1). Wykonano wtedy po raz wtóry w Lublinie (2) „Epitafium Tragedii Smoleńskiej” (2010) Andrzeja Nikodemowicza.  Osiem lat po powstaniu można już pokusić się o pewną „obiektywizację”(3) w ocenie tej muzyki. Spróbuję to zrobić lapidarnie, oddając tym hołd kompozytorowi, który wzniósł się na wyżyny lapidarności a zarazem przecież - jakości i sensu! „Epitafium” zrobiło (chyba nie tylko na mnie!) wrażenie wstrząsające. Nie mogłam się długo „pozbierać”, a utwór, który został wykonany po nim nie miał już dla mnie większego znaczenia.
fot. Jerzy Jacek Bojarski
rys. Benek Homziuk
Nikodemowicz był jako kompozytor zbyt osobny, aby pisząc utwór intencjonalnie wynikający z tragicznego wydarzenia pisać muzykę „politycznie image_004.jpgzaangażowaną”. Taki rodzaj muzyki istniał i istnieje nadal (4), ale chyba nigdy nie był tak trywialny jak jego domorosła postać w tworach choćby Piotra Rubika czy Jakuba Milewskiego (5). Na szczęście, w zgodzie z intencją kompozytora, w programie umieszczono wzmiankę, że „dzieło nie ma żadnych odniesień politycznych” i „jest to raczej eschatologiczno-filozoficzna rozprawa na temat życia i śmierci”. Nawet nie „raczej”, a po prostu: j e s t! A co za tym przemawia? Bardzo, bardzo dokładnie przemyślany, porażający zwięzłością a zarazem dogłębnie przeżytą przez kompozytora prawdą tych słów - wybór fragmentów z biblijnej „Księgi Psalmów” i „Księgi Proroka Izajasza”, który kompozytor wykorzystał i w sposób nie mniej lapidarny (utwór trwa zaledwie ok. 10 minut), skromny, a zarazem przejmujący  muzycznie dopełnił. Plan tego muzycznego dopełnienia poniżej (6) :   
I Lento - niskie, ciemne rejestry orkiestry i chóru na słowach „…położyłeś mnie w prochu śmierci”, tylko t y c h słowach
II Larghetto wyśpiewane przez baryton (tu bas-baryton Krzysztofa Szumańskiego) na tle „chybotliwych”, o „zabrudzonych” dysonansowo barwach smyczków, na słowach:„Rzekłem: W połowie dni moich odejść muszę.  W bramach otchłani mnie opuści lat moich reszta. Mówiłem: Nie ujrzę już Boga na ziemi żyjących. Jak tkacz zwinąłem me życie, a Pan jego nić przeciął”
III Andante rozpoczynające się swoistą fanfarą dętych – fanfarą na przyjście Pana ? –
i przejmująco smutną, ale i pełną nadziei pieśnią chóralną, podpartą pełnymi dynamiki i głębi melodycznej pociągnięciami smyczków na słowach: „Czyż to nie Ty przywrócisz nam życie, a Twój lud w Tobie będzie się weselił? Oto jest brama Pana, przez nią wejdą sprawiedliwi” … i na tych słowach zawisłych w przestrzeni ciszy powinno się koncert zakończyć, bo kolejne dźwięki przeszkadzały w przeżywaniu i rozmyślaniu o tym, co wcześniej tak istotnie brzmiało…

Nikodemowiczowskie „Epitafium” może służyć jako muzyczny „napis umieszczony na nagrobku lub pomniku upamiętniający lub sławiący zmarłego”, ale byłoby to nazbyt płytkie rozumienie dzieła. Znacznie bardziej jest ono zwróconym do nas, słuchaczy, pytaniem o sens, wagę i istotę życia, pytaniem niewygodnym, bo przypominającym światu wyrzuconą poza jego nawias formułę: „memento mori”!
16 maja, także w Filharmonii Lubelskiej odbył się natomiast koncert kameralny,  zgrabnie jak płyta (8) - „W kręgu Andrzeja Nikodemowicza” nazwany. Zabrzmiała muzyka fortepianowa kompozytora lubelskiego Mariusza Dubaja (ur. 1959), Tadeusza Majerskiego (1888-1963) – lwowskiego kompozytora i nauczyciela fortepianu Andrzeja Nikodemowicza i samego Nikodemowicza, jak też dodatkowo Stefana Kisielewskiego (1911-1991).  Taki, pewnie nie jedyny, ale bardzo interesujący „krąg” wokół postaci Andrzeja Nikodemowicza udało się odtworzyć. Koncert był też jedną z odsłon XXII edycji Forum Lutosławskiego MOST (7), który to festiwal już na trwałe wpisał się w muzyczny krajobraz miasta. Istotnym powodem tego prawdziwego wydarzenia było też image_002.jpg30-lecie koncertów kompozytorów lubelskich z cyklu AKORD, które prezentowały w różnych odstępach czasowych twórczość żyjących i tworzących w Lublinie kompozytorów: Henryka Czyżewskiego, Mariusza Dubaja, Mieczysława Mazurka, Andrzeja Nikodemowicza, Rafała Rozmusa. Tyle tytułem,  istotnego chyba wprowadzenia dla tych, którzy na koncercie nie byli, a to prawie wszyscy Lublinianie, bo przybyłych była zaledwie garstka. Tylko  n a p r a w d ę  zainteresowanych…Pianista Michał Drewnowski dał świetny recital, zachwycił nie płaską wirtuozerią, a znakomitym wyczuciem i zrozumieniem pozycji, które przyszło mu wykonać. W odniesieniu do utworów Majerskiego artysta może zakrzyknąć jak Cycero: ante me nemo, nikt przede mną nie wziął na warsztat i nie pokazał w  t a k i  sposób tych kompozycji. A słuchało się ich bardzo dobrze może właśnie z powodu zestawienia: Majerskiego, jeszcze silnie zanurzonego w romantycznym „sosie” (choć z przebłyskami innego brzmienia fortepianu w 4 Preludiach z 1935 r.), z dwoma operującymi zupełnie innym językiem kompozytorami lubelskimi i neoklasycyzującym, a jednocześnie traktującym fortepian zdecydowanie jak instrument perkusyjny Kisielewskim. Można takie zestawienie rozpatrywać na kilka sposobów: za kontekst uznając kolejno każdego z kompozytorów, ale spróbuję skupić się na jednym:  Nikodemowicz w kontekście pozostałych. Na antypodach Majerskiego leży zwięzłość  Nikodemowicza  „19 Ekspresji na fortepian”. Oczywiście Nikodemowicz „potrafił” i pisał kompozycje dłuższe, ale pewna ich lapidarność (czy też lapidarność  w pewnych zakresach kompozycyjnych) jest dlań charakterystyczna. Nikodemowicz nie był zafascynowany minimalizmem (9), o czym wspominał na wstępie koncertu Mariusz Dubaj, zresztą w kontekście własnej osoby, bo to on interesował się minimalizmem, a Nikodemowicz mu ten sposób komponowania odradzał i jest to od razu słyszalne w króciusieńkich (najkrótsza trwa 0.22 sekundy) „Ekspresjach”. Wszystkie mimo lapidarności są bogate w kompozytorskie czy też z fakturą fortepianową związane środki. Pokazują w arcyzwięzłej formie różnorodność brzmieniową, możliwości niuansowania i „epatowania” dynamiką, agogiką i rejestrami na tym instrumencie. Pokazują też, że Nikodemowicz był – jako image_003.jpgpianista - z fortepianem bardzo blisko związany i w pewnym sensie „Ekspresje” są „próbami” odpowiedzi na pytanie: co też jeszcze da się z tego tak eksploatowanego (zwłaszcza w XIX w.) instrumentu – wycisnąć?  No i? No i da się pokazać w rekordowym czasie różne nastroje (ekspresja odnosi się przecież do sfery emocjonalnej!), zrobić miniaturowe quasi portrety „klasycznych” temp. Wszystkie miniatury noszą bowiem po prostu nazwy temp: Lento, Presto itd., z wyjątkiem jednego Zefiroso (nr 10), które zostało ukute przez kompozytora nieco żartobliwie na oddanie charakteru tej miniatury, jej lekkości niczym „ciepłego, łagodnego wiatru” zwanego Zefirem, w dwóch burzliwszych momentach struktury przypominających też, że w mitologii greckiej to „bóg wiatru zachodniego”. Na płycie Marek Drewnowski kolejność pozmieniał, czym stworzył własną, bardzo piękną, prawdziwie ekspresyjną opowieść, która zaczyna się „dobitnym” Moderato (nr 1), a kończy Moderato - wyciszającym (nr 9). Wkład zresztą w artystyczny wymiar tej płyty (przywołany i na koncercie) Marka Drewnowskiego jest ogromy. Tylko świetny, otwarty i odważny (jak twierdził Bogusław Schaeffer) pianista mógł stworzyć tak znakomite kreacje w miniaturowych „19 Ekspresjach” Andrzeja Nikodemowicza i także miniaturowych „24 Mini-Preludiach”  Mariusza Dubaja i jeszcze w dwóch (z czterech) „Medytacjach” Nikodemowicza (szkoda, że nie zostały także utrwalone na płycie). Interpretacje takie potwierdzają, że artysta musi być owładnięty pasją (grecki „boski szał”), sam zachwycić się dziełem, aby potem wydobyć z niego najlepsze cząstki i ukazać je innym.
image_006.jpgWarto jeszcze zatrzymać się przy „24 Mini-Preludiach” M. Dubaja, zwłaszcza, że to także, choć całkiem inaczej niż u Nikodemowicza – doprowadzone do szczytu zwięzłości utwory. Rzeczywiście pobrzmiewają w nich echa wcześniejszych wielkich twórców tej formy (Fr. Chopin jakże dobitnie w Lento  - nr 4 czy Bach jako minimalistyczna fuga – w Con moto nr 7). Ale bynajmniej to nie zarzut, że kompozytor potrafił zmieścić takie szczegóły nawiązań,  jako swoisty hołd dany wielkim twórcom tej formy (Bach, Skriabin, Chopin czy Debussy) w miniaturkach  – w których istotę stanowi sam p o m y s ł, rozwinąć go bowiem nie ma miejsca, bo kompozytor sam je tak dalece ograniczył, przyglądając się uważnie i ciekawie tylko temu zalążkowi (ale najistotniejszemu przecież)  dzieła.  Dubaj nazywa swe „Mini-Preludia” określeniami odnoszącymi się do ich charakteru, bo mają być „adekwatne do aktualnych przeżyć i nastrojów” (słowa Ewy Zarzyckiej z programu koncertu). Ciekawe zatem, czy określenia te były nadawane post czy ante (o tym program milczy) ? Jeśli ante - byłyby swoistą antycypacją pomysłu, jego charakteru, jeśli post – stanowiłyby odautorską wypowiedź kompozytora o tym, jak odbiera i nazywa własne emocje, już utrwalone w dźwiękach. Samo sformułowanie z programu pokazuje jednak, że Mariusz Dubaj uważa, iż muzyka może i potrafi pokazywać przy pomocy dźwięków to, co określa się jako emocje w ich najbardziej podstawowym znaczeniu – jako „poruszenie umysłu”, a co wielu kompozytorów współczesnych uważa za fikcję. Bardzo to różnorodny i niezwykle interesujący zbiór rzeczywiście poruszających umysł słuchacza mini-utworów (np. ukazująca istotę Rubata miniatura 23 czy ostatnia - istotę hałasu, wrzawy, głośności i huczności – Strepitoso nr 24, który jest jednak, jak w „Alboradzie” N. Rimskiego-Korsakowa zdecydowanie przyjaźniejszy dla ucha niż wszędobylski „noise” współczesnej tapety muzycznej). A ponieważ przesłuchałam je już kilkakrotnie, wiem, co mówię.

    Na tle, w kontekście tytułowego „kręgu”, w jakim znalazły się dzieła Nikodemowicza grane na dwóch koncertach w Lublinie, kompozytor zadziwia wypowiedzią tak muzycznie skondensowaną i jednocześnie filozoficznie głęboką („Epitafium”), zmuszającą słuchacza do zatrzymania się przy tej twórczości dłużej. Pewnie się powtarzam, ale słuchając image_005.jpgNikodemowicza coraz częściej (relatywnie do przeszłości oczywiście, bo przyszłość, mam nadzieję, zapewni nagrania większości, jeśli nie wszystkich dzieł kompozytora), coraz dobitniej odbieram głęboko humanistyczne przesłanie tej muzyki, budowane na fundamentach grecko-rzymsko-chrześcijańskiego świata przeszłości (10) do którego, jeżeli świat nie zmieni kierunku „rozwoju”, pewnie niedługo nie będzie po co się odwoływać, bo nikt odwołania - nie pojmie.
    image_011.jpgPo koncercie 16 maja została oficjalnie odsłonięta w hallu dolnym Filharmonii tablica upamiętniająca Andrzeja Nikodemowicza. To znakomite miejsce, ale aby tablica nie była tylko „martwym” znakiem, trzeba przede wszystkim tę muzykę wydawać, wykonywać, słuchać. Co najmniej te trzy podmioty otwarte i rozumiejące składają się bowiem na istnienie lub nieistnienie kompozytora, zwłaszcza współczesnego.   

fot. z archiwum Małgorzaty Nikodemowicz                                                                                                                           



Iwona A. Siedlaczek


PRZYPISY:
(1) zainteresowanych egzegezą tytułu odsyłam do wprowadzenia Dyrektora Filharmonii dr Jana Sęka, zamieszczonego w Programie koncertu.
(2) premiera miała miejsce także w Filharmonii Lubelskiej w dniu 4 listopada 2011 r., tuż po skomponowaniu utworu przez A. Nikodemowicza.
(3) Cudzysłów bierze się stąd, że autorka ma do tzw. „obiektywności” stosunek dość krytyczny, uważając, że jest ona nie do uzyskania w stopniu idealnym, odpowiedzialni filozofowie, naukowcy czy krytycy mogą się jedynie silić na zbliżenie do niej.
(4) Pisał o niej ("Muzyka i polityka" - 1976) i komponował taką muzykę (zresztą znakomitą!) Hans Werner Henze (1926 – 2012) – kompozytor antynazista o orientacji socjalistycznej, a także inny znakomity kompozytor  – komunista Luigi Nono (1924-1990) czy antyfaszysta (przeciwnik Mussoliniego) Luigi Dallapicola
(1904-1975).
(5) Jakub Milewski – „Wiara, Nadzieja, Miłość. Tryptyk smoleński”. Premierowe wykonanie odbyło się 8 października 2010 r. w kościele p.w. Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny w Ostrołęce i zgromadziło rekordową liczbę słuchaczy. 1 listopada 2010 r. koncert wyemitowany został w Telewizji TRWAM. Można tu wysłuchać fragmentów, aby wyrobić sobie zdanie:  https://www.youtube.com/watch?v=IulVovPbK2Y
(6) dla porządku podaję program całości koncertu:  Niedziela, 06 maja 2018, Filharmonia im. H. Wieniawskiego w Lublinie - VIA CRUCIS ET PATRIAE
Chór Filharmonii im. H. Wieniawskiego „Lutnia Lubelska”
i Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Lubelskiej
Chór Filharmonii im. Karola Szymanowskiego w Krakowie
Piotr Sułkowski – dyrygent
Ewa Biegas - alt
Dawid Kwieciński - tenor
Krzysztof Szumański - bas-baryton
Elżbieta Krzemińska - przygotowanie chóru Filharmonii Lubelskiej
Teresa Majka - Pacanek - przygotowanie chóru Filharmonii Krakowskiej
Program:
Andrzej Nikodemowicz - Epitafium smoleńskie na chór męski, baryton i orkiestrę smyczkową
Sławomir Stanisław Czarnecki - Te Deum polskie na chór, głosy solowe i orkiestrę (prawykonanie)
Feliks Nowowiejski - Znalezienie Krzyża na chór, głosy solowe i orkiestrę
(7) XXII Forum Lutosławskiego MOST w dniach 11-25 maja 2018  
(8) płyta CD  (DUX 1450), która miała też w czasie tego wieczoru swoją promocję, znakomita, polecam Państwu.
(9) Minimalizm (ang. Minimal music, inaczej  muzyka repetycyjna) – nurt w muzyce współczesnej, zainicjowany w latach 60. XX wieku przez kilku amerykańskich kompozytorów (Steve Reich, Philip Glass, John Adams, Terry Riley), których utwory charakteryzujące się dość dużą prostotą materiału muzycznego
i repetytywnością zdobyły ogromne powodzenie.
(10) Jak pisał filozof Andrzej Nowicki (1919-2011): „niektórzy sądzą, że warunkiem stworzenia dzieła wartościowego, nowego, oryginalnego jest odrzucenie wszelkich tradycji i tworzenie od zera. Twórczość (zarówno poetycka, jak malarska, muzyczna i filozoficzna) jest jednak procesem dialektycznym i dlatego –
w sposób paradoksalny – tym większą osiąga się oryginalność, im bardziej obficie  c z e r p i e  się (podkr. IAS) ze wszystkich źródeł” (A. Nowicki „Portrety filozofów w poezji, malarstwie i muzyce”, Lublin 1978, s. 85)
image_001.jpgIwona A. Siedlaczeknajwięcej czasu spędza w Szkole Muzycznej I i II st. im. Tadeusza Szeligowskiego w Lublinie, gdzie prowadzi jedną z klas skrzypiec, resztkę wykorzystuje na studiowanie prac z dziedziny  muzykologii, teorii muzyki i filozofii, co czasami owocuje jakimś własnym artykułem. Od czasu do czasu przyjmuje na siebie rolę kronikarki lubelskich (a niekiedy innych miast) wydarzeń muzycznych, której nie należy mylić z krytyką muzyczną, bo wszyscy krytycy już dawno wymarli, a o muzyce współczesnej to już w ogóle nie wiadomo, co i jak pisać…
Współpracuje z Niecodziennikiem Bibliotecznym

image_007.jpgimage_008.jpg
image_009.jpg
image_010.jpg
< Poprzedni   Następny >
Kopiowanie zamieszczonych materiałów i ich wykorzystywanie bez zgody autorów jest zabronione 2002 - 2010. Wszystkie prawa zastrzeżone Niecodziennik Biblioteczny.