Polskość jagiellońska Drukuj
piątek, 06 lipiec 2007
ks. Alfred WierzbickiCiągłość dziejów to trwałość tradycji. Tradycja nie jest jednak czymś oczywistym, domaga się uzasadnienia poprzez wartości, którym ma służyć. Siłą tradycji jest to, że wskazuje ona na wartości ponadhistoryczne, które w przeszłości znalazły swe dziejowe ucieleśnienie i są zdolne nadal inspirować. Do istoty tradycji należy jej rozwój. Łatwo ją, niestety, zagubić. Tradycji nie można sobie dowolnie wymyślić, zaprojektować jak sukienkę, nie może ona oderwać się od żywego nurtu ludzkiego doświadczenia.
Chyba dla większości Polaków - i nie tylko dla Polaków – niezrozumiale już brzmi pojęcie „polskości jagiellońskiej”. Wydaje się ono bardzo odległe, słabo przylegające do współczesnej rzeczywistości kulturowej po przesiedleniu przez Stalina Polaków z Wilna i Lwowa do Gdańska i Wrocławia. Polskość jagiellońska nie jest dzisiaj żywym mitem, tłumaczącym naszą tożsamość.
ks. Alfred Wierzbicki



Niewielu komentatorów nauczania Jana Pawła II zwraca uwagę, jak czynią to Jerzy Kłoczowski, ks. Tadeusz Styczeń i Grzegorz Przebinda, że ideał polskości słowiańskiego Papieża czerpie z doświadczenia polskości jagiellońskiej. Jerzy Kłoczowski i Grzegorz Przebinda przypominają, że Papież przy okazji odbywającej się w 1990 roku w Rzymie konferencji historyków i filologów z krajów dawnej Rzeczypospolitej wyznał, iż w dniu inauguracji swego pontyfikatu modlił się po litewsku, białorusku, ukraińsku i polsku. W ten symboliczny sposób pragnął wyrazić swe duchowe zakorzenienie w polskości jagiellońskiej, która - w tak charakterystycznej otwartości na językową i wyznaniową inność - rodziła się poprzez spotkanie narodów zjednoczonych wspólnotą chrześcijańskiej wiary.

Dla pokolenia Karola Wojtyły tradycja polskości jagiellońskiej nie była jeszcze martwa. W swej ostatniej książce „Pamięć i tożsamość” przedstawia ją jako żywy fenomen kulturowy w latach swej młodości. „Wszyscy Polacy nosili w sobie tę religijną i narodową różnorodność. Sam pochodzę z Małopolski, z terenu dawnych Wiślan, silnie związanych z Krakowem. Ale nawet i tu, w Małopolsce -  może nawet w Krakowie, bardziej niż gdziekolwiek – czuło się bliskość Wilna, Lwowa i Wschodu. Niezmiernie ważnym czynnikiem etnicznym w Polsce była także obecność Żydów. Pamiętam, iż co najmniej jedna trzecia moich kolegów z klasy w szkole powszechnej w Wadowicach, to byli Żydzi. W gimnazjum było ich trochę mniej. Z niektórymi się przyjaźniłem. A to, co u niektórych z nich mnie uderzało, to był ich polski patriotyzm. A więc polskość to w gruncie rzeczy wielość i pluralizm, a nie ciasnota i zamknięcie. Wydaje się jednak, że ten „jagielloński” wymiar polskości, o którym wspomniałem, przestał być, niestety, w naszych czasach czymś oczywistym”. (Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość, Kraków 2005, s. 92.)

Mieszkańcy Lublina chyba bardziej niż gdzie indziej w Polsce mogą nadal obcować z jagiellońskim dziedzictwem. W „mieście jagiellońskim” – jak pisał o Lublinie Józef Czechowicz, przenikają się elementy kultury europejskiego Wschodu i Zachodu. Najpełniej  widać to w zamkowej kaplicy Trójcy Świętej, gdzie harmonijną całość stanowią gotycka architektura i rusko-bizantyńska polichromia.

Kiedyś w ciągu jednego tygodnia usłyszałem dwa zdania o Lublinie, trafnie wyrażające jego unikalny charakter. Najpierw zwierzyła mi się Natalia Gorbaniewska, z którą szedłem na Zamek Lubelski, że przyjeżdżając z Paryża, czuje tu już oddech Rusi i klimaty znane z jej ojczyzny. Kilka dni potem spacerowaliśmy po Starym Mieście z włoskim historykiem sztuki Marco Vallicelli, który - stojąc na placu przed Trybunałem Koronnym, zapatrzony w korytarz Ulicy Grodzkiej, zamkniętej Bramą Grodzką- wykrzyknął:„è molto italiana”.

Cerkiew Grekokatolicka
 Cerkiew Grekokatolicka
KAPLICA GREKO-KATOLICKA W SEMINARIUM
KAPLICA GREKO-KATOLICKA W SEMINARIUM

 
KOŚCIÓŁ oo. DOMINIKANÓW
KOŚCIÓŁ oo. DOMINIKANÓW
Kościół pobernardyński
Kościół pobernardyński

Mieszkam i pracuję w miejscu, w którym obecność obydwu płuc – Kościoła Wschodniego i Zachodniego - przeżywamy na co dzień. W lubelskim seminarium duchownym, od ponad trzydziestu lat, obok alumnów rzymsko-katolickich, formują się do kapłaństwa klerycy obrządku ukraińsko-bizantyńskiego z Polski i Ukrainy. Od niedawna są jeszcze dwaj Ormianie. Kiedy rano przygotowujemy się do Mszy w obrządku rzymskim do naszej zakrystii docierają już śpiewy z kaplicy grekokatolików. Nawiązuje ona zresztą do modelu Kaplicy Zamkowej, ponieważ w neogotyckim wnętrzu Jerzy Nowosielski namalował bizantyński ikonostas.

Po tętniącej życiem, do czasu zagłady, wspólnocie żydowskiej pozostało bardzo mało śladów. Zniszczeniu, wraz z wymordowaniem jego mieszkańców, uległo Miasto Żydowskie, rozciągające się kiedyś u podnóża zamku, po północnej stronie Bramy Grodzkiej, zwanej Bramą Żydowską. Jego obecność potrafili wskrzeszać, obdarzeni wielką wyobraźnią współczucia, wizjonerzy Władysław Panas i Tomasz Pietrasiewicz. Na puste miejsce po zniszczonym Mieście patrzymy już teraz okiem cadyka, wznosząc się ku górze ponad nowe ulice i domy, które zbudowano tu po wojnie - i w ogóle ponad to, co empiryczne - w sferę pamięci i czułości dla świata, który przestał istnieć. Wychodząc z Bramy Grodzkiej zauważamy latarnię, która świeci nieprzerwanie w dzień i w nocy. Jest ona przywoływaniem  światła, które stąd odeszło. W miejscu, w którym dławi nas cisza, ta latarnia jest jakimś biblijnym krzykiem.

Coś niezmiernie ważnego w sferze duchowej dokonało się dzięki wspaniałej inicjatywie arcybiskupa Józefa Życińskiego, który zapraszał katolickich wiernych i  Żydów do opłakiwania ofiar zagłady w miasteczkach Lubelszczyzny. Wspólna chrześcijańsko-żydowska modlitwa w Izbicy, Piaskach, Trawnikach i w Kazimierzu nad Wisłą przywróciła przynajmniej jakąś część pamięci o naszych żydowskich sąsiadach, z którymi kiedyś dzieliliśmy wspólną ojczyznę. Pozostaje tylko żal, że tak późno zaczęli się razem modlić żydzi i chrześcijanie. Gdyby przed wojną istniała większa pamięć chrześcijan o duchowej wspólnocie, jaka wiąże nas z wyznawcami judaizmu, w koszmarnych latach Holokaustu byłoby na pewno mniej obojętności na los żydowski.

Stare Miasto
Stare Miasto
prof Jerzy Kłoczowski IEŚW
prof Jerzy Kłoczowski IEŚW
  
Widok na Stare Miasto
Widok na Stare Miasto
Widok na wzgórze zamkowe
Widok na wzgórze zamkowe

Na szczęście pozostaje nam nie tylko życie pamięcią i opłakiwanie ofiar, są także znaki odradzania się życia wspólnoty żydowskiej w Lublinie. Na początku lutego 2007 roku przeżyliśmy poruszającą uroczystość otwarcia synagogi w gmachu dawnej Jesziwy, słynnej na cały świat szkoły rabinów. Jest to pierwsza w Polsce synagoga, jaką po wojnie gmina żydowska samodzielnie odnowiła i przywróciła, jako miejsce kultu. Uroczystość otwarcia synagogi cieszyła się wielkim zainteresowaniem mieszkańców Lublina, którzy wspólnie z Żydami z Polski i  zagranicy wypełnili gmach. Ta wspólna obecność jest także znakiem odradzania się etosu polskości jagiellońskiej. Założona w 1930 roku, przez Majera Szapiro, Jesziwas Chachmej Lublin (Szkoła Mędrców w Lublinie) nawiązywała wszak do tradycji wyższej szkoły rabinackiej, otwartej w Lublinie w 1567 roku, pod patronatem króla Zygmunta Starego. Była to pierwsza wyższa uczelnia żydowska w Rzeczypospolitej. Kilka lat potem król Zygmunt August potwierdził prawa do prowadzenia wyższej szkoły rabinackiej w mieście Unii. Nie ma tu już szkoły rabinów, ale zaczyna na nowo żyć synagoga. Nie jest to muzeum, lecz prawdziwy dom modlitwy. Ma to ogromne znaczenie również dla chrześcijan i dla Polaków.

ZamekKiedy zastanawiam się nad sensem i szansami jagiellońskiego modelu polskości, w prasie czytam wspomnienia o zmarłym Ryszardzie Kapuścińskim. Od dawna fascynowało mnie jego pisarstwo, uczyłem się od niego rozumienia inności i różnorodności kulturowej. Objaśniał mi zawiłości współczesnego świata. Przychodzi przywołać mi go na świadka, jak głęboko tkwiło w nim doświadczenie dziedzictwa Polski, jaką stworzyli kiedyś Jagiellonowie. W rozmowie z o. Tomaszem Dostatnim wspomina swoje dzieciństwo:

Moi rodzice byli nauczycielami szkoły powszechnej w Pińsku. Tam się urodziłem i chodziłem do państwowej szkoły. Pińsk był miastem wielokulturowym, wieloreligijnym. Mój ojciec, jako nauczyciel, musiał z dziećmi chodzić w niedzielę do kościoła, bo dzieci chodziły grupowo. Przed wojną była taka zasada. W sobotę szedł z żydowskimi dziećmi do synagogi. W niedziele szedł na przemian, bo nauczyciele mieli dyżury, albo do naszej katolickiej katedry, albo z prawosławnymi dziećmi do cerkwi. Wszyscy uczyliśmy się w jednej klasie. W ogóle nie mogłem rozpoznać, co to znaczy Żyd, prawosławny, bo dla mnie to były pojęcia niezrozumiałe.

Mój rodzinny dom był bardzo katolicki. Cała moja rodzina taka jest. Było to jednak wszystko bardzo otwarte. Mama pochodzi z Bochni, więc z Małopolski. A tata jest  z kieleckiego. Pojechali do Pińska, ponieważ chcieli uczyć. Po pierwszej wojnie w ramach akcji polonizacyjnej. W szkolnictwie było bezrobocie i powiedziano im: chcecie mieć pracę, to jedźcie na Kresy. [...] Polska była wtedy niezwykłym krajem. (R. Kapuściński, „Nigdy nie spotkałem człowieka bez wiary”, „Gazeta Wyborcza” 25.01.2007, s. 15.)

Niezmiernie ważne wyznanie. Daje ono klucz do zrozumienia głębszych kulturowych korzeni zainteresowania całym światem, jakie cechowało Kapuścińskiego. Dla niego, podobnie jak dla Jana Pana II, polskość wiązała się z otwartością na innych, nigdy nie była ciasnotą. Jego podróże były powodowane nie tylko ciekawością. Kiedy wybierał się w świat, szukał w nim wspólnoty, zawsze i wszędzie możliwej tam gdzie ludzie potrafią zrozumieć, że łączy ich to, co jest ich największą i najbardziej skrytą tajemnicą – ich człowieczeństwo. W końcu każdy człowiek jest niepowtarzalną i jedyną wariacją na ten sam temat, jaką zamyślił Stwórca. Ktoś kto przeszedł przez szkołę humanizmu w Pińsku, pozostał na zawsze naznaczony stygmatem wspólnoty.

To dlatego również na pustyni szukał braterstwa. Zawsze gdy przyjeżdżałem do Afryki  i miałem czas, szukałem jedynego w swoim rodzaju doświadczenia pustyni. Trzy razy przemierzyłem Saharę z mieszkańcami pustyni, raz z grupą koczowników, na którą natknąłem się zupełnie przypadkowo. Nie mogliśmy się porozumieć językowo, ale pozostaliśmy razem. Nie zamienialiśmy ze sobą słów, ale dzieliliśmy doświadczenie przyjaźni, braterstwa. Nagle powstało niezwykle mocne odczucie, że twoi bracia i siostry są wszędzie, ale ty po prostu nie zdajesz sobie sprawy z ich egzystencji – cudowne uczucie. (R. Kapuściński, ”Lapidaria”, Warszawa 1997, s. 231.)

Niektórzy twierdzą, że od czasu wejścia Polski do Unii Europejskiej, już około 2 milionów Polaków wyjechało do pracy w innych krajach Unii. Ich podróże nie są podróżami apostolskimi, jak były nimi pielgrzymki Jana Pawła II na wszystkie kontynenty. Nie są to podróże podobne do tych, jakie w ciągu swego twórczego życia odbywał Ryszard Kapuściński, nieustannie zaintrygowany tym, jak zmienia się świat i jak ciągle zmaga się w nim dobro i zło. Wyruszyli jednak na szlak poszukiwania nowej formy swej egzystencji. Dla wielu z nich jest to ciężka próba tożsamości i wierności. Chcą poprawić swój materialny los, ale to, co otrzymają w darze, może przekroczyć doraźne oczekiwania. Czy spotkanie z innością i różnorodnością współczesnej Europy pozwoli im odkryć ukryty skarb polskości jagiellońskiej?

Ks. Alfred Marek Wierzbicki

 Niecodziennik Biblioteczny Nr 1(7) 2007

Brama Grodzka
Brama Grodzka

JESZYWA CHACHMEJ LUBLIN
JESZYWA CHACHMEJ LUBLIN

Latarnia paląca się całą dobę rozpraszająca ciemne mroki Holocaustu i przypominająca nieobecnych mieszkańców Podzamcza - zamordowanych żydów lubelskich
Latarnia paląca się całą dobę rozpraszająca ciemne mroki Holocaustu i przypominająca nieobecnych mieszkańców Podzamcza - zamordowanych żydów lubelskich

Modlitwa w synagodze lubelskiej
Modlitwa w synagodze lubelskiej

Niekonwencjonalne odsłonięcie napisu synagogi
Niekonwencjonalne odsłonięcie napisu synagogi

Otwarcie synagogi abp. Życiński, ks. Wierzbicki i bp. Cisło
Otwarcie synagogi abp. Życiński, ks. Wierzbicki i bp. Cisło

Tomasz Pietrasiewicz
Tomasz Pietrasiewicz
< Poprzedni   Następny >
Kopiowanie zamieszczonych materiałów i ich wykorzystywanie bez zgody autorów jest zabronione 2002 - 2010. Wszystkie prawa zastrzeżone Niecodziennik Biblioteczny.