Wieniawski wizytówką Lublina Drukuj
poniedziałek, 16 lipiec 2007
Dorota Gonet
Dorota Gonet
Rozmawiałam niedawno z artystami baletu, którzy przyjechali do Lublina na zaproszenie Teatru Muzycznego. Dzieląc się swoimi wrażeniami  z pobytu w naszym mieście rosyjscy tancerze zwrócili szczególną uwagę na mnogość kawiarni, restauracji i pubów oraz znikomą ilość miejsc, gdzie dzieje się coś naprawdę ciekawego – takich jak teatry, czy sale koncertowe.
To ciekawe, bo zdaje się, że część lublinian jest bardzo dumna z owych knajpek, barów i klubów. Często, kiedy rozmowa dotyczy Starego Miasta, słyszy się, że tym, co tchnęło ducha w zabytkowe mury są właśnie owe miejsca, gdzie można napić się piwa i posłuchać muzyki (muzyką nazywane bywają – często błędnie – dźwięki, które dochodzą z kolejnych mijanych knajpek, czy ogródków).
Otóż te miejsca wcale nie tchnęły ducha; a przynajmniej nie takiego, jakiego warto by zaprosić do kamieniczek Starego Miasta. Restauracje i puby niech będą, w końcu też są potrzebne, ale nie dajmy sobie wmówić, że to właśnie one świadczą najlepiej o naszej nowoczesności, otwartości, czy wręcz światowości.
Dlaczego ciągle nie potrafimy korzystać z tego, co naprawdę cenne i co w dodatku dane jest nam niejako w prezencie? Mamy w Lublinie miejsca związane z postaciami wybitnymi, które aż się proszą, żeby to o nich mówiono, że to „wizytówka Lublina”.
Jednym z takich miejsc jest, stojąca w Rynku na Starym Mieście, kamienica nr 17 zwana Kamienicą Wieniawskich. Tutaj 10 lipca 1835 roku przyszedł na świat najsłynniejszy polski skrzypek.
        Dom państwa Wieniawskich był salonem literacko-muzycznym przede wszystkim dzięki matce Henryka i jego dwóm braciom: Julianowi – późniejszemu pisarzowi i publicyście oraz niemniej od Henryka uzdolnionemu muzycznie Józefowi. Matka Regina, z domu Wolff, była znakomitą pianistką, ojciec Tadeusz – znanym lekarzem, którego rodzina pochodziła z Wieniawy (dzisiaj dzielnica Lublina). Dom państwa Wieniawskich odwiedzali literaci i artyści. Owe spotkania, podczas których rozbrzmiewała muzyka i toczyły się literackie dysputy, miały bez wątpienia ważny wpływ na rozwój osobowości Henryka. Artysta opuścił nasze miasto jako ośmiolatek, wyjeżdżając w 1843 roku na studia do Paryża, ale nie zmienia to faktu, że jego nazwisko na zawsze łączy się z Lublinem.
      Obecnie w kamienicy przy ul. Rynek 17 mieści się siedziba Towarzystwa Muzycznego im. Henryka Wieniawskiego, głównego organizatora liczących się w świecie konkursów skrzypcowych. Ale czyż nie byłoby pięknie i mądrze, gdyby nazwisko Wieniawskiego stało się symbolem nie tylko wiolinistycznych zmagań, ale także pozytywnym wyzwaniem dla naszych prezydentów, wojewodów, ludzi mających władzę i decydujących o finansach?
      Zakładając, że pluralizm ważny jest nie tylko w polityce, warto pomyśleć o alternatywnych propozycjach kulturalnych dla mieszkańców Lublina i gości odwiedzających nasze miasto. Dlaczego Stare Miasto ma się kojarzyć z decybelami nie pozwalającymi spać mieszkającym tutaj ludziom, a nie z koncertami muzyki Wieniawskiego? Tym bardziej, że był on prawdziwym Europejczykiem – artystą, który swoją sztuką świadczył w świecie nie tylko o własnym talencie, ale też o wspaniałej kulturze muzycznej Polski w XIX wieku.     
Czyż nie należałoby więc życzyć nam wszystkim – lublinianom XXI wieku, żeby to właśnie dobry duch Henryka Wieniawskiego i jego muzyka patronowały Lublinowi we wszelkich inicjatywach kulturalnych? Wydaje się, że czas już  najwyższy, bo inaczej czeka nas po prostu degrengolada. Niechaj więc spłynie na Lublin duch muzyki Wieniawskiego i niech będzie wizytówką Koziego Grodu.  
Dorota Gonet
Niecodziennik Biblioteczny Nr 1(7) 2007

Filharmonia Lubelska
Filharmonia Lubelska

Pomnik Henryka Wieniawskiego
Pomnik Henryka Wieniawskiego

Pomnik Henryka Wieniawskiego
< Poprzedni   Następny >
Kopiowanie zamieszczonych materiałów i ich wykorzystywanie bez zgody autorów jest zabronione 2002 - 2010. Wszystkie prawa zastrzeżone Niecodziennik Biblioteczny.