Wernisaż Romany Lipeż w Audialni Drukuj
wtorek, 14 maj 2019
image_003.jpgJesteśmy w pięknym Krakowie. Skręcając z ulicy Floriańskiej w św. Tomasza i dochodząc do jej końca, tuż przed wyjściem na Planty, pod numerem 32 znajduje się Audialnia - prywatna (non profit) galeria Pani Stanisławy Motak-Hnatowicz. Na co dzień jest to po prostu jej mieszkanie. Raz w miesiącu (i tak już od 19 lat) właścicielka udostępnia swoje pomieszczenie, znajdujące się za obszerną witryną zastawioną obrazami, wypełniającą całą frontową ścianę, na spotkanie ze sztuką konkretnego artysty. Oczywiście każdego dnia galeria jest dostępna dla zainteresowanych. Wystarczy zadzwonić i pojawia się Pani Stanisława, zawsze chętna do rozmowy i pokazania tego, co obecnie wypełnia galerię. Dotychczas wystawy prezentowały żyjących twórców. Wystawa Romany Lipeż jest pierwszą, która pokazuje sztukę zmarłej w 2003 r. artystki.
fot. Benek Homziuk, Obrazy Romany Lipeż

Klimat pomieszczenia jest bardzo ciepły i iście domowy. Na środku poczesne miejsce zajmuje stary fortepian, a na nim mnóstwo różnych bibelotów, tu i tam znajdują się wygodne fotele i krzesła, w innych miejscach stylowe kanapy. Pod ścianami półki z książkami, piękne eklektyczne witrynki, nad nimi lub obok wiszą i stoją obrazy, powiedzmy "wszelkiej maści". Właścicielka nie wtrąca się w aranżację wystawy, żąda jedynie pokazania 13 dzieł. Związane jest to z pewną ideą, która odnosi tę liczbę do punktu 13. “programu (pokojowego prezydenta) Th.W. Wilsona” , w którym jest mowa o wolnej Polsce z jej dostępem do morza. Bo trzeba podkreślić, że Pani Stanisława, dziś w wieku 87 lat, jest nadal pełną wigoru i radości życia osobą, szczerą patriotką, o zdecydowanie prawicowych poglądach, sympatyczką ks. Rydzyka, Radia Maryja, ogromną admiratorką  św. Jana Pawła II. Na jednym ze stolików leży, co ważne, reprint konstytucji z 1791 r.
image_004.jpgByłem tym, który wydatnie pomagał właścicielce obrazów Romany Lipeż w ich transporcie, aranżacji i zawieszaniu na ścianach Audialni. Trzeba powiedzieć, że nie było to łatwe, zwłaszcza wieszanie, należało bowiem uważać na znajdujące się wokół, wypełniające galerię, cenne przedmioty.
Na wernisaż, który odbył się 5 maja po godz. 18 przybyło, na imienne zaproszenie, około 30 osób. Tyle jest miejsc siedzących! Gości wprowadziła w temat właścicielka galerii, następnie głos zabrała Pani Krystyna Paździora, siostrzenica Romany Lipeż, która przywitała i przedstawiła obecnym przybyłych gości z imienia i nazwiska, a krótką wypowiedź o twórczości artystki popełnił niżej podpisany, który na zakończenie powiedział słowami Johna Ruskina, że "na stu ludzi jeden jest tym, co myśli, na tysiąc zaś jest jeden, który widzi"! I taką osobą bez wątpienia była Romana Lipeż, dotychczas nieodkryta dla szerokich kręgów miłośników sztuki. W środowisku artystycznym ogólnie znana jako krakowski Van Gogh. Mam nadzieję, że przyjdzie czas, że ta absolutnie niezwykła malarka ukaże się światu w całej okazałości. Gwarantuję, jest co obejrzeć i czym się zachwycać. Piękna sztuka niezależnej artystki!
W trakcie wernisażu, dla uatrakcyjnienia spotkania, odbyły się dwa występy - zespół wokalny Beaty Nowak zaśpiewał dwa psalmy do słów Jana Kochanowskiego z muzyką Mikołaja Gomółki: Nieście chwałę mocarze i Kleszczmy rękoma oraz psalm 98. z Księgi Psalmów pt. Cała ziemio wołaj z muzyką Dawida Kusza, natomiast Teresa Frączkiewicz-Kirkov wykonała własne kompozycje na fortepian: dwa utwory  ze zbioru Szkice charakterystyczne oraz kilka utworów z niewydanego jeszcze cyklu Miniatury dziecięce. Były to naprawdę wzruszające chwile. Mała, kilkuletnia dziewczynka, córeczka Państwa Róży i Macieja Czerwińskich, spontanicznie i pięknie tańczyła w rytm muzyki, ubarwiając wydarzenie i skupiając na sobie uwagę gości, zarazem w żadnej mierze nie przeszkadzając w mini koncercie.
Z okazji Roku Moniuszkowskiego i przypadającej dokładnie w tym dniu 200. rocznicy urodzin kompozytora wykonaliśmy (lub raczej "udawaliśmy" - tutaj myślę głównie o sobie!) kilka pieśni - Prząśniczka, Kozak, Dziad i baba. Prowadzącymi śpiew byli Państwo Beata i Marek Nowakowie.
Na zakończenie wieczoru, gdy wszyscy nasycili się przygotowanymi słodkościami, rozmowami czy podziwianiem obrazów, zaśpiewaliśmy piosenkę o szczęśliwie i bezpowrotnie minionej epoce naszego soc-komunizmu.
benek homziuk

image_001.jpg












































pani Stanisława Motak-Hnatowicz
image_002.jpg






image_007.jpg
image_006.jpg
image_009.jpg
na 1. planie Jadwiga Oczko-Kozłowska, rzeczoznawca dzieł sztuki (fot. Wojciech Antosiewicz)
image_010.jpg
siedzi prof. Adam Wsiołkowski z Muzeum ASP (były rektor ASP, obecnie w Radzie tegoż Muzeum), Benek Homziuk po prawej (fot. Wojciech Antosiewicz)
image_011.jpg
Małgorzata Sokołowska (en face), która kieruje Muzeum ASP od początku jego istnienia – od 2002 r., oraz Teresa Frączkiewicz-Kirkov z Akademii Muzycznej
image_012.jpg
image_013.jpg
image_014.jpg
Bogusław Rostworowski (tyłem niestety) z Galerii Rostworowski rozmawia z Krystyną Paździorą
image_016.jpg
Christine Rickards-Rostworowska, żona Bogusława Rostworowskiego i Krystyna Paździora, siostrzenica Romany Lipeż
image_017.jpg
na zdj. stoi Róża Książek-Czerwińska z Muzeum UJ z mężem - dr hab. Maciejem Czerwińskim z Instytutu Filologii Słowiańskiej UJ
image_018.jpg
od lewej: Halszka Podgórska-Dutka, Beata Nowak – dyrygentka, Marek Nowak (jej mąż), Krystyna Paździora i Teresa Bałłaban









< Poprzedni   Następny >
Kopiowanie zamieszczonych materiałów i ich wykorzystywanie bez zgody autorów jest zabronione 2002 - 2010. Wszystkie prawa zastrzeżone Niecodziennik Biblioteczny.