Nikodemowicz otworzył XXIII Forum Sztuki Wspólczesnej Drukuj
wtorek, 14 maj 2019
image_001.jpgAndrzej Nikodemowicz otworzył 13 maja 2019 r. XXIII Forum Sztuki Współczesnej im. W. Lutosławskiego w Lublinie.
Właśnie tak, bo utworami Andrzeja Nikodemowicza rozpoczął się w Sali Filharmonii Lubelskiej pierwszy z koncertów XXIII Forum! Koncert poświęcony muzyce Kompozytorów Lubelskich. Minęło już ponad dwa lata od śmierci kompozytora, a ja obiecałam sobie, że w miarę możliwości, jako skromna kronikarka będę odnotowywała Życie Dzieł Profesora.

To ładny i znamienny gest twórcy koncepcji programowej XXIII Forum prof. Mariusza Dubaja, że Forum rozpoczęło się kompozycjami Nikodemowicza. A były to „Wariacje na temat „Chrystus zmartwychwstał jest” na organy” (1996) w wykonaniu Gabrieli Klauzy oraz „4 Pieśni do słów George`a Herberta na sopran, trąbkę i organy” (1992) z Małgorzatą Rodek (sopran) w roli głównej, której towarzyszyli subtelnie Grzegorz Hordyjewicz (trąbka)
i Gabriela Klauza (organy). Obydwie kompozycje poznałam na IV Międzynarodowym Festiwalu Andrzej Nikodemowicz Czas i Dźwięk 30.09.2015. Wariacje od pierwszego wysłuchania zapadły mi głęboko w pamięć i … serce. Podniosłość i pewna surowa szlachetność muzycznego tematu - średniowiecznej polskiej pieśni wielkanocnej sprzed 1365 roku została przez kompozytora nie tyle zachowana, co pięknie dookreślona, „miękko” wprowadzona w kontekst wcale nie „ulizanych” brzmień muzyki współczesnej.
Podła akustyka lubelskiej sali filharmonicznej nie pozwoliła wysłyszeć niuansów wykonania 4 Pieśni. Artyści, co zrozumiałe,  musieli stanąć blisko organów, ale to spowodowało brak komunikatywności docierających do publiczności fraz. Jednak i tak metafizyka tej poezji religijnej anglikańskiego duchownego była wyczuwalna, o co postarał się sam kompozytor. Użycie trąbki dodało pieśniom wzniosłości (jak wiemy „trąba” była pierwszym instrumentem wprowadzonym do obrządków kultowych przez Mojżesza), wysokie tony sopranu unosiły się w Niebiosa, a organy - jako instrument związany z rytuałem mszalnym - także wnosiły do całości element pewnego sacrum.  

Ucieszyłam się zresztą, że w ogóle słyszę filharmoniczne organy, bo rzadko są używane. Gabriela Klauza zagrała jeszcze  świetną „Impresję II” Mieczysława Mazurka i to było znakomite wykonanie utworu zupełnie innego, ponieważ tylko częściowo korzystającego
z tak charakterystycznego dla organów akordowego, masywnego wolumenu, a raczej wsłuchującego się w pojedyncze dźwięki, wydobywane z najniższych rejestrów klawiatury nożnej, jak i – kontrastowo - wysokich. Tytułowa „impresywność” była zarówno „przelotnym wrażeniem” jak i pokazem możliwości współczesnych organów. Z bukietem kwiatów od kompozytora w dłoniach organistka pożegnała publiczność.  

Pierwszej części programu dopełniły: ładne, popowo-jazzowe „Cantabile in h” Krzesimira Dębskiego, tym razem /utwór ma wiele wersji/ w opracowaniu Mariusza Dubaja na trąbkę /„zaakceptowanym przez kompozytora”, jak usłyszeliśmy w zapowiedzi/ z fortepianem. Grzegorzowi Hordyjewiczowi /trąbka/ towarzyszyła pianistka Małgorzata Krzemińska;
i zupełnie niezwykłe „Dwie pieśni do tekstów pieśni chopinowskich” na sopran i fortepian (2010) Jerzego Kornowicza. Kornowicz to urodzony w Lublinie kompozytor mieszkający w Warszawie, znana i ceniona postać współczesnej kultury muzycznej. Dla swego rodzinnego miasta zrobił wiele. Jest współautorem /z Mariuszem Dubajem/ projektu koncertów kompozytorskich kompozytorów lubelskich AKORD (odbywających się w Lublinie od 31 lat), jak też Dyrektorem Artystycznym Festiwalu Tradycji i Awangardy Muzycznej KODY, odbywającego się od 11-tu lat w naszym mieście. Nie wiem, czy kulturalni mieszkańcy nie powinni napisać petycji do Ministerstwa Kultury, aby nie skreślało KODÓW z listy swoich dofinansowań, bo niszczy tym kulturę polską w sposób straszny! Festiwal to bowiem atrakcyjna w kontekście Polski impreza, wykraczająca daleko poza sztampowość koncertową
i wnosząca do świata współczesnej kultury muzycznej ważne Idee, a to dziś doprawdy wiele znaczy.
Kompozytor sam zasiadł przy fortepianie (kończył w Lublinie klasę fortepianu świetnego prof. Mieczysława Dawidowicza), aby towarzyszyć sopranistce Małgorzacie Rodek. Pieśni skomponowane na 200 Rocznicę Urodzin Chopina nie tyle korespondują z tradycją tych w gruncie rzeczy prostych piosenek, które były tylko dodatkiem do twórczości geniusza, co dokonują muzycznego przewartościowania sielankowego i naiwnego tekstu „Wiosny” Stefana Witwickiego na po części improwizowaną przez kompozytora narrację, która choć od Chopina odległa, jednak ma w nim swoje korzenie /jak choćby ten, że Kornowicz jest świetnym, klasycznie, a więc i na Chopinie wykształconym pianistą/. Natomiast „Z gór, gdzie dźwigali” do słów Zygmunta Krasińskiego jest ostatnią skomponowaną przez Chopina pieśnią i jedyną, która nie ma charakteru „piosenki”. Wybór  tego tekstu – podniosłego, symbolicznie biblijnego, pesymistycznego w wymowie, jest znamienny dla Chopina i jego stanu psychofizycznego, a czym jest dla Kornowicza? Poszukiwania kompozytora idą
w wielu kierunkach, jest otwarty na jazz, improwizację, na dialog z tradycją, awangardą, muzyką świata. To sprawiło, że nie można obydwu tych pieśni- nie pieśni- jednoznacznie przyporządkować niczemu znanemu. I chyba dobrze. Sopranistka Małgorzata Rodek miała rzadką okazję do wykonania pieśni z ich kompozytorem. Dla publiczności było to także miłą   niespodzianką.

Cz. II koncertu była Benefisem prof. Mariusza Dubaja, który obchodzi właśnie Jubileusz 60-lecia Urodzin. Stąd zabrzmiały cztery kompozycje Jubilata, bardzo interesujące, bardzo różnorodne, które miały tu swoją światową prapremierę.
„Z pól bitewnych (Karliński, Olsztyn koło Częstochowy, 1587/88) na trąbkę i fortepian”.
Ta muzyczna opowieść, w zasadzie – programowa – została, wedle słów samego kompozytora, który zresztą cały wieczór w Filharmonii poprowadził, zainspirowana traumatyczną historią, która wydarzyła się na zamku królewskim w Olsztynie koło Częstochowy w 1587 r. Sześcioletni syn starosty olsztyńskiego – dowódcy obrony zamku - Kacpra Karlińskiego został porwany przez nacierające wojskimage_002.jpga austriackie pod wodzą arcyksięcia Maksymiliana i wystawiony jako żywa tarcza. Karliński się nie ugiął, zamek obronił, ale jego synek zginął. Wykorzystanie do opowiedzenia tej historii trąbki ma zasadnicze znaczenie. Ten instrument już od starożytności miał  (prócz religijnego, o czym wyżej) zastosowanie wojenne. Tu zdaje się kompozytor wykorzystał znane z „Hejnału mariackiego” nagłe urywanie się dźwięku / związane z legendą, w której „tatarska strzała przebiła gardło polskiego hejnalisty, nim skończył melodię. Na pamiątkę tego zdarzenia melodia już zawsze urywa się”/, powtórzone kilkakrotnie podczas sygnałowej faktury utworu. Można je powiązać także z nagłym i drastycznym pozbawieniem życia dziecka Karlińskiego. Przejmująca kompozycja w doskonałej i mocnej interpretacji Grzegorza Hordyjewicza i Małgorzaty Sribniak zrobiła duże wrażenie na publiczności, co słychać było w komentarzach po koncercie. 
Pod każdym względem kontrastowe były zaraz potem wykonane  - z dużym wdziękiem - przez Małgorzatę Rodek i Małgorzatę Krzemińską trzy erotyki do słów Iwony Chudoby / „na eM” jak nazwał cykl sam kompozytor/. Nie znam się za bardzo na erotyzmie w muzyce, ale chyba zabrakło pieśniom pewnej zmysłowości, którą tak cenię na przykład w „Czterech sonetach miłosnych na baryton i orkiestrę symfoniczną” Tadeusza Bairda / do Shakespeare`a/. Albo warstwa orkiestrowa potrafi zdziałać więcej niż – fortepian, albo bardzo oszczędne teksty /co kompozytor określił we wstępie do wykonania jako – atut, który zdecydował o pisaniu do tych tekstów/ nie dają muzyce takiej pożywki…                                                                       Mariusz Dubaj, fot. Ewa M. Zarzycka

Za to świetnie zabrzmiały – w wykonaniu już zasłużonego dla wykonawstwa muzyki kompozytorów lubelskich pianisty Michała Drewnowskiego - dwa cykliczne utwory fortepianowe. Mariusz Dubaj jest przecież pianistą i instrument ten czuje doskonale, do pewnego momentu sam wykonywał własne kompozycje. Teraz powierzył je w naprawdę doskonałe ręce pianisty z wielką wyobraźnią, kreatywnego, który wizje prawykonań stworzył tak atrakcyjnie pod każdym względem / także wizualnym, co nie bez znaczenia, gdy się jest młodym, przystojnym mężczyzną!/, że słuchało się tego z wielką przyjemnością.
Te wszystkie gesty pianistyczne, artystyczne wyciągnięcie istoty z każdej z dziewięciu miniatur /„Reprodukcje – cykl szkiców tom II na fortepian 1987/1992” Mariusza Dubaja/. Zasugerowane przez kompozytora inspiracje malarstwem holenderskim były bardzo odległe, może istniały w sferze nastrojowej, ale nie ma to znaczenia, bo szkice fantastycznie pokazują fakturę i „temperament” instrumentu jakim jest fortepian (tu także temperament i energię samego artysty Michała Drewnowskiego!), wykorzystując do tego celu melodyczno-rytmiczne skojarzenia ( do oberka, do Preludiów Chopina, do Rachmaninowskiej emfazy i in.).
Wieczór zakończyła druga wersja (z 1994 r.) „I  Sonaty na fortepian” Jubilata.  Przejęcie się wykładami o formach muzycznych gdańskiego profesora Marka Podhajskiego – jednego z mistrzów kompozytora, co sam publiczności do wiadomości udostępnił (a wiem, że mówi prawdę, bo miałam okazję wykładów takich słuchać) – dało fantastyczny rezultat. Sonata posiadała pewne zręby „klasyczności”, nawet typowy podział na części szybką-wolną-szybką, ale jednocześnie z naddatkiem osobistych poszukiwań kompozytora w sferze brzmień postromantycznych (piękna cz. II - Largo z jakimś Debussym w tle) czy iście witalistycznych, dla fortepianu z jego perkusyjnymi możliwościami bardzo korzystnych struktur melodyczno-rytmicznych w bardzo zgrabnej cz. III Alla marcia.
Słowem, wieczór niezwykle ciekawy, dla niżej podpisanej, która śledzi to, co dzieje się w muzyce naszego czasu z zainteresowaniem i atencją, ciekawy podwójnie!
Program kolejnych koncertów XXIII Forum, dzięki zabiegom Bohatera Wieczoru – prof. Mariusza Dubaja, fantastycznie ciekawy. Dlatego wybieram się na kolejne koncerty, do czego i Państwa zachęcam gorąco. Naprawdę warto!
Iwona A. Siedlaczek 
image_002.jpgIwona A. Siedlaczek – najwięcej czasu spędza w Szkole Muzycznej I i II st. im. Tadeusza Szeligowskiego w Lublinie, gdzie prowadzi jedną z klas skrzypiec, resztkę wykorzystuje na studiowanie prac z dziedziny  muzykologii, teorii muzyki i filozofii, co czasami owocuje jakimś własnym artykułem. Od czasu do czasu przyjmuje na siebie rolę kronikarki lubelskich (a niekiedy innych miast) wydarzeń muzycznych, której nie należy mylić z krytyką muzyczną, bo wszyscy krytycy już dawno wymarli, a o muzyce współczesnej to już w ogóle nie wiadomo, co i jak pisać. Współpracuje z Niecodziennikiem Bibliotecznym. Nagrodzona statuetkę Angelusa w kategorii animacji życia kulturalnego,                                                                       

< Poprzedni   Następny >
Kopiowanie zamieszczonych materiałów i ich wykorzystywanie bez zgody autorów jest zabronione 2002 - 2010. Wszystkie prawa zastrzeżone Niecodziennik Biblioteczny.