Między Bojarskim a Vermeerem Drukuj
czwartek, 18 luty 2010
Vermeer - Zdjęcie 018Wczoraj, 16 lutego 2010 r., w Radiu Lublin w studiu im. Z. Stepka o godz. 18.00 miało miejsce, śmiem twierdzić, czarowne spotkanie - wieczór z niezwykłym lubelskim artystą z Nowego Jorku – Tadeuszem Mysłowskim. Pretekstem do rozmowy były – z jednej strony film Jurka Bojarskiego „ROZPOCZĘŁO SIĘ W PIOTRKOWIE. Z prywatnego archiwum pamięci – opowiada Tade. Myslowski”, z drugiej zaś nagroda Angelusa, którą to bohater wydarzenia niedawno otrzymał z rąk prześwietnej kapituły. W klimat spotkania uroczo i ze znawstwem wprowadziła Grażyna Lutosławska, wyraźnie szczęśliwa, że w udziale przypadł jej zaszczyt poprowadzenia spotkania.

Wywołani do odpowiedzi przed projekcją filmu T. Mysłowski i J. Bojarski pokrótce przybliżyli okoliczności powstania tego skądinąd zwariowanego pomysłu. Na marginesie należy dodać, że jest to już kolejna próba Bojarskiego zmierzenia się z tak trudną materią, jaką jest film. W cudzysłowie film, ma się rozumieć, bowiem Bojarski nie rości sobie żadnych praw do mianowania go reżyserem, scenarzystą itd. Ponieważ widziałem wszystkie „filmowe” dokonania J. Bojarskiego mogę stwierdzić, że ten ostatni jest najlepszy. Pomimo całej swojej szorstkości, momentami straszliwych hałasów w tle, wydawać by się mogło trudnych do zniesienia, częstych przeskoków i nieporadnych ucięć zdań, wątków itd. nie odczuwa się tego aż tak bardzo. Uwagę przyciąga postać T. Mysłowskiego, wprowadzającego widza w jego intymny czas pierwszych fascynacji, wzruszeń, budzenia się miłości do sztuki, Vermeer - Zdjęcie 022pokonywania progów i przyziemnych uciążliwości szkoły. Jest to absolutnie sentymentalna podróż w czasie dwóch fascynatów – Mysłowskiego, któremu bardzo zależało na skręceniu takiego właśnie filmu – nieporadnego technicznie, a przez to przybliżającego się do osobistych odczuć bohatera, sentymentalnych poprzez powrót do minionego czasu i miejsc (a któż z nas nie zapada na tę „dolegliwość”, gdy wraca do miejsc, gdzie dziecięciem bywał) i Bojarskiego, który ze szczerością dziecka podjął się tego wyzwania. Jak mówił, w głowie od razu ułożył mu się pewien scenariusz i konsekwentnie trzymał się go. Był równocześnie kierowcą, operatorem i reżyserem. Aby ubarwić narrację Tadeusza zadał sobie trud i zaaranżował kilka scen, które sprytnie wplótł w całość. Kuźnia, w tym wypadku w Wojciechowie, a więc zupełnie inna geograficznie od tej, w której gospodarskie konie podkuwał ojciec Tadeusza (kuł też i piękne zawiasy), wiatraki, też inne, bo z lubelskiego skansenu, wspominany i przed laty przeniesiony w inne miejsce drewniany kościółek z ul. Kunickiego czy papierowa łódeczka płynąca pobliskim strumykiem „z Piotrkowa do Nowego Jorku”, w którym dawno temu mały Tadzio bawił się godzinami. Jednym słowem film odkrywa i przybliża nam człowieka niezwykłego w swojej zwykłości, nad wyraz skromnego, nawet zażenowanego sytuacją, ale nie wstydzącego się opowiadać z pełną szczerością o porażkach z okresu szkoły, czy nabytej tak długą nieobecnością w kraju pewną ułomnością języka. Swoją drogą uważam, że dodaje to tylko uroku wypowiedziom przed kamerą i na żywo. Podczas filmu wędrujemy z autorami po ul. Kunickiego, odwiedzamy dom, w którym wiele lat mieszkał, Dom Kultury – miejsce żywej sztuki tamtych czasów, Bronowice i kościół św. Michała Archanioła – inne miejsce fascynacji młodego Tadeusza, zachwyconego piękną bryłą i witrażami, opracowanymi przez Oskara Sosnowskiego, Stare Miasto i dawna szkoła plastyczna. Ważnym elementem filmu okazał się wątek dotyczący zrealizowanego w baraku 47 na Majdanku projektu - „Shrine” (Świątynia), w którym ks. R. Winiarski, w otoczeniu tej instalacji, odprawił mszę za wszystkich pomordowanych w obozie. Film kończy jazda do Warszawy, na lotnisko – kierunek Nowy Jork. Mysłowski zachwyca się polskim pejzażem, równinnym, zbliżonym do holenderskiego i wspomina, że zawsze w czasie podróży tym odcinkiem, w obu kierunkach, wzrusza się i oswaja z innością, do której przybliża się. Pejzaż staje się integralną częścią tej swoistej gry.
Po prezentacji filmu T. Mysłowski poprosił ks. Ryszarda Winiarskiego o przeczytanie fragmentu własnego wstępu do tomiku własnej poezji, dotyczącego przedmieścia i odniósł się do tego wątku, nawiązując do spotkania sprzed lat z innym znakomitym polskim artystą, Henrykiem Stażewskim, który w zamian za prezent Mysłowskiego podarował mu karteczkę zapisaną własnymi przemyśleniami.... o przedmieściach. Te fragmenty okazują się być niezwykle ważne w życiu Mysłowskiego, bo jak sam mówi - jest człowiekiem przedmieść – tak było w Lublinie, i tak było w Nowym Jorku, gdy mieszkał blisko Manhattanu, po drugiej stronie rzeki – bez mostu łączącego oba brzegi. Następną i niezwykłą częścią spotkania, tym razem z zabarwieniem nowojorskim, była prezentacja filmu T. Mysłowskiego, który skręcił ze swoim absolutnie przypadkowym sąsiadem. Swego czasu pomógł mu w wynajęciu mieszkania na tej ulicy. Nazwisko nieprzeciętne i nawet wg słów Tadeusza zakrawające na nieprawdopodobne – Vermeer – najprawdziwszy potomek wielkiego Holendra. W konsekwencji zaprzyjaźnili się i razem zrobili poruszającą etiudę upamiętniającą 11 września 2001 roku. Pomysł nosił w sobie Mysłowski, Vermeer stał się ręką realizującą zamysł. Czy to nie brzmi fantastycznie? Po dwugodzinnym spotkaniu, przy pełnej sali, były oklaski i kwiaty dla autorów – w pełni zasłużone, potem rozmowy, osobiste spotkania z bohaterem i gratulacje. Jednym słowem było bajkowo i fantastycznie.... z hukiem i piskiem w tle.

Bernard Homziuk
Vermeer - Zdjęcie 001
Vermeer - Zdjęcie 002
Vermeer - Zdjęcie 003
Vermeer - Zdjęcie 004
Vermeer - Zdjęcie 005
Vermeer - Zdjęcie 006
Vermeer - Zdjęcie 007
Vermeer - Zdjęcie 008
Vermeer - Zdjęcie 009
Vermeer - Zdjęcie 010
Vermeer - Zdjęcie 011
Vermeer - Zdjęcie 012
Vermeer - Zdjęcie 013
Vermeer - Zdjęcie 014
Vermeer - Zdjęcie 015
Vermeer - Zdjęcie 016
Vermeer - Zdjęcie 017
Vermeer - Zdjęcie 019
Vermeer - Zdjęcie 020
Vermeer - Zdjęcie 021
Vermeer - Zdjęcie 023
Vermeer - Zdjęcie 024
Vermeer - Zdjęcie 025
< Poprzedni   Następny >
Kopiowanie zamieszczonych materiałów i ich wykorzystywanie bez zgody autorów jest zabronione 2002 - 2010. Wszystkie prawa zastrzeżone Niecodziennik Biblioteczny.